piątek, 9 stycznia 2015

Rumień zakaźny - Parvovirus B19

Rumień zakaźny to tzw. "Piąta choroba". Powodowana jest przez wirusa (Parvovirus B19).

Jest chorobą WYSOCE zakaźną, czyli 'przeskakuje' z człowieka na człowieka (najczęściej z dziecka na dziecko) jak wszy w szkole podstawowej. Przedszkola i szkoły właśnie są najczęściej ogniskami zakażenia. Dla dzieci nie jest ona niebezpieczna - lekarze nie zalecają nawet izolacji w domu. Jeden lekarz nawet mi powiedział, że dziecko MA chodzić do szkoły, żeby zarażać inne dzieci, aby nabrały odporności - dla nich to może i fajnie, bo na przyszłość unikną problemów i stresu. Szczególnie dziewczynki. Bo dla ciąży Parvovirus B19 niesie śmiertelne zagrożenie. Ogólnie ta jednostka chorobowa jest bagatelizowana przez lekarzy internistów oraz ginekologów. Wynika to z ich niewiedzy.

Sama, będąc w ciąży, miałam nieprzyjemność kontaktu z chorym dzieckiem, zanim jeszcze wystąpiły u niego objawy choroby (jak nazwa wskazuje - rumień, zwykle w pierwszej kolejności pojawiający się na polikach, a następnie w różnych miejscach na ciele; ponadto może wystąpić niewysoka gorączka i ogólne uczucie rozbicia). Kiedy tylko dowiedziałam się o tym zdarzeniu, natychmiast przejrzałam internet, a że napotkałam sprzeczne informacje, popędziłam na wizytę do lekarza internisty. Sympatyczna pani doktor niby mnie uspokajała, jednak nie kryła swojej niepewności. Wysłała mnie więc do ginekologa. Tam kolejny raz przemiła pani doktor mnie uspokajała, że mało prawdopodobnym było moje zarażenie, zbadała tętno płodu i powiedziała, że minął już przecież etap organogenezy mojego potomka w I trymestrze ciąży, więc jesteśmy bezpieczni. I znów na dowód swojej pewności skierowała mnie na konsultację do szpitala zakaźnego. Na myśl o liście niebezpiecznych chorób, jakie mogłabym tam przy okazji złapać, postanowiłam skonsultować się ze specjalistą chorób zakaźnych. I informacje od niego traktuję jako wiążące. Oto, co się dowiedziałam na temat rumienia zakaźnego, wbrew większości informacji, które sprzedaje nasz pan i władca - Wujek Google:

MIT: kiedy dziecko ma wsypkę - już nie zaraża.
FAKT: zarażeniu można ulec na 7-10 dni PRZED wystąpieniem objawów ORAZ przez 7-10 dni W TRAKCIE występowania wysypki.

MIT: tak, jak wszystkie choroby (głównie różyczka), rumień zakaźny jest niebezpieczny w I trymestrze ciąży, kiedy kształtują się narządy płodu, po tym czasie płód jest już bezpieczny.
FAKT: wirus ten szkodliwy wpływ wywiera na JUŻ UKSZTAŁTOWANY organizm dojrzewającego płodu, czyli po I trymestrze. Powoduje jego skrajną niedokrwistość i obrzęk, co prowadzi do jego obumarcia.

Dlaczego według mnie tak ważne jest wykonanie badań w kierunku rumienia zakaźnego przed zajściem w ciążę, bądź na samym jej początku?
Aby uniknąć tego koszmaru, który przeszłam ja i mój mąż, oczekując 3 tygodnie na wynik.

Jakie badanie powinnyśmy wykonać? Badanie miana przeciwciał IgG i IgM przeciwko Parvovirusowi B19.
Jakie wyniki możemy otrzymać:

IgG dodatnie (powyżej określonej wartości, wartości referencyjnej podane przez laboratorium) - jest to najbezpieczniejsza i najbardziej zadowalająca opcja. Oznacza, że mamy przeciwciała (odporność) przeciwko temu wirusowi, nabyte poprzez wcześniejszy kontakt z B19. Infekcja mogła przejść bezobjawowo. W przypadku późniejszego kontaktu z chorym nie musimy się obawiać i wykonywać dodatkowych badań.

IgG ujemne - to jest opcja mniej optymistyczna, oznacza, że nie mamy linii obrony (odporności) przeciwko B19. W przypadku kontaktu z chorym w trakcie ciąży, niezwłocznie należy wykonać badanie miana p/c IgM przeciwko Parvowirusowi B19 (czyli sprawdzić, czy się zaraziłyśmy).

IgM ujemne - oznacza, że nie zaraziłyśmy się (jeszcze). No właśnie, to 'jeszcze' oznacza, że po 7 dniach należy powtórzyć badanie IgM. Jeśli po tym czasie nadal jest poniżej wartości referencyjnej, możemy odetchnąć z ulgą.

IgM dodatnie - opcja najmniej optymistyczna. Oznacza trwające zakażenie. Co teraz? Przede wszystkim nie panikować. Nadal pozostają dwie opcje - mimo że matka zachorowała, wirus wcale nie musi zakazić płodu. I z tego powodu przez kolejne 10 tygodni, raz na tydzień wykonywać należy badanie USG w celu obserwacji, czy u płodu nie występuje obrzęk spowodowany ciężką niedokrwistością. Jeśli wystąpi, pozostaje ratunek - przetoczenie krwi płodu.


A co zrobić, jeśli jesteśmy już w dość zaawansowanej ciąży, nigdy nie badałyśmy się w kierunku B19, a miałyśmy kontakt z chorym? Czym prędzej szukamy laboratorium, które takie badanie wykonuje (na pewno wykonuje je laboratorium 'Diagnostyka' oraz 'Alab', cena w okolicach 150zł za oba p/c). Tam w kilka sekund zostanie pobrana do badania krew i pozostaje czekać na wynik. Badanie wykonujemy dwa razy:

I. p/c IgG i IgM
 
II. p/c IgM (po 7 dniach od pierwszego)

Na wynik badania czeka się niestety długo, bo nawet 14 dni. A że istotna jest szybka reakcja, każda chwila się liczy. Podczas czekania na wynik pierwszego badania, po 7 dniach wykonujemy więc dodatkowe badanie IgM, na wypadek, gdyby wynik IgG okazał się ujemny (czyli oznaczałby, że nie mamy odporności). Te 7 dni jest krytycznym czasem, w którym mogła rozwinąć się infekcja. Jeśli zarówno pierwszy, jak i drugi wynik jest ujemny, ocieramy pot z czoła, bo do zakażenia nie doszło.

Podsumowując, w przypadku kontaktu z chorym, u ciężarnej może wystąpić siedem opcji:
1. matka zdrowa - płód zdrowy
2. matka bez objawów, zakażona - płód zdrowy
3. matka bez objawów, zakażona - płód bez objawów, zakażony
4. matka bez objawów, zakażona - płód chory
5. matka chora - płód zdrowy
6. matka chora - płód zakażony, bez objawów
7. matka chora - płód chory