W telegraficznym skrócie...
Według najnowszych wytycznych (ustalonych przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności EFSA) rozszerzanie diety niemowląt należy rozpocząć nie wcześniej niż przed ukończeniem 17. tygodnia życia i nie później niż po ukończeniu 26. tygodnia. Wtedy to dojrzewa u maluchów zdolność przyjmowania pokarmów stałych i jednocześnie zanika odruch ich usuwania z jamy ustnej. Rośnie zapotrzebowanie na węglowodany, tłuszcze, białka, żelazo, cynk i in., którego nie jest już w stanie zaspokoić mleko.
Pokarmy stałe mają stopniowo zastępować mleko. Pod koniec pierwszego roku życia niemowlę powinno przyjmować 2, maksymalnie 3 posiłki mleczne w ciągu doby.
Rozszerzanie diety rozpoczynamy od warzyw, gdyż rozwijanie akceptacji ich smaku jest trudniejsze niż owoców. Z uwagi na możliwość występowania reakcji alergicznych wprowadzamy je pojedynczo i po trochu, po 3-4 łyżeczki (przed wprowadzeniem nowego warzywa/owocu, musimy odczekać 3 dni, w ciągu których może wystąpić objaw alergii, przeważnie skórny, na daną 'nowość').
Według WHO w wieku 6-8 miesięcy konsystencja pokarmów powinna być papkowata, dokładnie rozdrobniona i gładka. Następnie konsystencja powinna zmieniać się na bardziej grudkowatą. W wieku 9-11 miesięcy pokarmy już drobno siekamy, a miękkie możemy podać dziecku do rączki. Nie warto dłużej zwlekać z podawaniem pokarmów coraz mniej rozdrobnionych, gdyż zdolność żucia rozwija się u dzieci najszybciej do 10. miesiąca życia. Jednak należy znaleźć złoty środek, gdyż dziecko może się zniechęcić, gdy otrzyma pokarm, którego nie jest w stanie przeżuć.
Mój synek nauczył się żuć na krążkach ryżowych - dostawał je do rączki gdy miał mniej więcej 7 miesięcy. Na początku je ssał aż rozmiękły, następnie kiedy pojawiły się pierwsze dolne ząbki, nauczył się odrywać suche kawałki, a odgryzać, gdy miał komplet jedynek.
Mięso wprowadzamy do diety możliwie wcześnie, ze względu na zawartość pełnowartościowego białka, łatwo przyswajalnego żelaza, cynku, witaminy B12 i wielu aminokwasów. Rozpoczynamy od drobiu (indyka, kurczaka, kaczki, gęsi), jagnięciny i wołowiny. Nie ma danych naukowych, które wskazywałyby na określoną kolejność wprowadzania gatunków mięsa.
Początkowo dziecko powinno dostawać nie więcej niż 10g ugotowanego mięsa dziennie, ilość stopniowo należy zwiększać aż do około 20g w wieku 12 miesięcy.
Jednak są źródła, które podają, że przy dobrze zbilansowanej diecie, wystarczy podawać mięso 3 razy w tygodniu, aby nie obciążać nerek nadmierną ilością białka.
Mięso powinno być możliwie najwyższej jakości (lepiej powstrzymać się od jego podania, jeśli jedynym dostępnym jest tanie mięso kurczaka z supermarketu, nieznanego pochodzenia ).
Zalecane jest podawanie tłustych ryb morskich 1 raz w tygodniu. Należy jednak rozważyć ich wprowadzanie ze względu na nasycenie toksycznymi związkami rtęci i dioksynami. W przypadku powstrzymania się od ich podawania, należy zapewnić dziecku zastępcze źródło kwasów DHA (np. olej lniany).
Gluten - optymalnym momentem na rozpoczęcie ekspozycji na ten silny alergen to 6. miesiąc życia. Nie zaleca się podawania go przed ukończeniem 4. miesiąca życia oraz po ukończeniu 7. miesiąca. Jest to temat budzący wątpliwości i wymaga uwagi, dlatego poświęcę na niego osobny post.
Jajka - białko jaja również należy do alergenów. Do niedawna zalecenia dotyczyły wprowadzania początkowo wyłącznie żółtka. Obecnie dominuje stanowisko ostrożnego (jak w przypadku wszystkich potencjalnych alergenów) wprowadzania całego jajka, ze względu na brak dowodów naukowych na konieczność podawania białka w późniejszym okresie, nawet jeśli w wywiadzie rodzinnym występowała reakcja alergiczna.
Soki - wyłącznie 100% (świeżo wyciskane, przecierowe). Niemowlę może wypić maksymalnie 150ml takiego soku, przy czym jest on traktowany jako posiłek (owocowy/warzywny), a nie napój.
Według najnowszego SCHEMATU ŻYWIENIA w wieku:
5-6 mies. dziecko powinno otrzymywać:
- 4 posiłki mleczne
- 1 gładką papkę warzywną lub owocową
- kaszkę bezglutenową (od 6. mies. niewielką ilość kaszki zbożowej z glutenem)
7-12 mies. dziecko powinno otrzymywać:
- 3 posiłki mleczne
- jogurt naturalny, sery i kefir
- zmiksowane/posiekane mięso/ryby
- rozgniecione ugotowane warzywa/owoce
- miękkie kawałki owoców/warzyw do rączki
- kasze
Dopiero po ukończeniu 12 miesięcy dziecko może otrzymać niewielkie ilości pełnego mleka krowiego (do przygotowania posiłków uzupełniających).
Podstawowym napojem od samego początku powinna być WODA (niemowlęta karmione wyłącznie piersią nie muszą być dopajane, te karmione mlekiem modyfikowanym powinny). Nawet jeśli dziecko od początku się krzywi, nie chce jej pić i odpycha butelkę/kubeczek - nie poddawajmy się. Podejmujmy regularne próby nauczenia dziecka jej picia.
Zdrowe dziecko, to szczęśliwe dziecko. Musimy mieć otwarty umysł, aby dokonywać świadomych wyborów, które będą dla niego najlepsze. Mądrego rodzica obowiązuje zasada ograniczonego zaufania, by jak najlepiej chronić swoją pociechę. Warto wiedzieć! Szukajmy, pytajmy, rozważajmy. Mamy prawo do wolnego wyboru. Spróbuję tutaj uporządkować co nieco. Stworzyć małą skarbnicę wiedzy w pigułce i podzielić się tym, czego do tej pory się dowiedziałam, dzięki szeroko otwartym oczom i uszom.
sobota, 29 sierpnia 2015
czwartek, 27 sierpnia 2015
Miód - czy można podawać niemowlętom?
Sporo matek zadaje sobie to pytanie - czy mogę podać dziecku miód? Niektóre babcie i prababcie zachęcają do pojenia nawet noworodków wodą z miodem. Czy to bezpieczne?
Zdecydowanie nie. Dlaczego?
Po pierwsze: Większość z nas obawia się miodu ze względu na możliwość wystąpienia alergii u niemowlęcia po jego spożyciu. Kilka słów najpierw więc o niej - co może uczulić w miodzie? Mogą uczulić pyłki roślin, białka pszczół, czy zarodniki pleśni i drożdżaków. Najsilniejsza reakcja uczuleniowa wystąpić może u osób, które mają alergię na pyłki i jad owadzi. Mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia alergii po spożyciu miodu dotyczy osób, które nie mają żadnych alergii. Szczególnie niezalecane jest podawanie miodu dzieciom, których rodzice mają alergię bądź na miód, bądź na pyłki, czy jad owadów. Te dzieci mają nawet do 40% szans na reakcję uczuleniową jeśli taka występuje u jednego z rodziców oraz do 80% szans jeśli występuje u obojga.
Po drugie: Clostridium botulinum. To po łacinie, a po naszemu - laseczka jadu kiełbasianego. Groźna bakteria przetrwalnikowa, wytwarzająca jedną z najsilniejszych i najlepiej poznanych neurotoksyn - toksynę botulinową. Mówiąc kolokwialnie - bakteria ta lubi miód. Sama w sobie nie jest niebezpieczna, najgroźniejsza jest toksyna, którą wydziela. Choroba, którą wywołuje, nazywana jest botulizmem. Dojrzały organizm ma w większości przypadków wystarczającą odporność, by poradzić sobie z zakażeniem po spożyciu zanieczyszczonego przetrwalnikami miodu. Niestety u niemowląt odporność jest jeszcze zbyt słaba, by zwalczyć zakażenie. U nich zakaźna jest nie tylko sama toksyna, ale i spożycie formy przetrwalnej C. botulinum (przetrwalników), z których w przewodzie pokarmowym dojrzewają bakterie, a te wytwarzają botulinę.
Najczęściej pierwszymi objawami zatrucia są zaburzenia widzenia, suchość w jamie ustnej (przyczyniająca się do trudności w odkrztuszaniu), długotrwałe zaparcia, postępująca apatia i zanik siły mięśniowej, w ciężkich przypadkach zaburzenia oddychania, uszkodzenia serca i paraliż. U niemowląt pierwsze objawy mogą wystąpić już od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin od spożycia zatrutej żywności.
Problem botulizmu dziecięcego po spożyciu miodu był do tej pory bagatelizowany i 'niedoceniany'. Najnowsze światowe badania wskazują, że ponad połowa przypadków dzieci z botulizmem była spowodowana spożyciem zakażonego miodu. Okazuje się, że toksyna botulinowa może być powodem dużej części przypadków nagłej śmierci łóżeczkowej. Często po prostu botulizm dziecięcy jest źle diagnozowany. W związku z tymi doniesieniami zdecydowanie nie zaleca się podawania tej złotej słodkości niemowlętom w ich pierwszym roku życia, a dla bezpieczeństwa coraz częściej i w drugim.
Trzeba podkreślić, że gotowanie nie eliminuje problemu ze względu właśnie na przetrwalniki (nie dość, że są odporne na temperaturę nawet powyżej 100 st. C, to w dodatku podwyższona temperatura prowokuje je do rozwoju).
Zdecydowanie nie. Dlaczego?
Po pierwsze: Większość z nas obawia się miodu ze względu na możliwość wystąpienia alergii u niemowlęcia po jego spożyciu. Kilka słów najpierw więc o niej - co może uczulić w miodzie? Mogą uczulić pyłki roślin, białka pszczół, czy zarodniki pleśni i drożdżaków. Najsilniejsza reakcja uczuleniowa wystąpić może u osób, które mają alergię na pyłki i jad owadzi. Mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia alergii po spożyciu miodu dotyczy osób, które nie mają żadnych alergii. Szczególnie niezalecane jest podawanie miodu dzieciom, których rodzice mają alergię bądź na miód, bądź na pyłki, czy jad owadów. Te dzieci mają nawet do 40% szans na reakcję uczuleniową jeśli taka występuje u jednego z rodziców oraz do 80% szans jeśli występuje u obojga.
Po drugie: Clostridium botulinum. To po łacinie, a po naszemu - laseczka jadu kiełbasianego. Groźna bakteria przetrwalnikowa, wytwarzająca jedną z najsilniejszych i najlepiej poznanych neurotoksyn - toksynę botulinową. Mówiąc kolokwialnie - bakteria ta lubi miód. Sama w sobie nie jest niebezpieczna, najgroźniejsza jest toksyna, którą wydziela. Choroba, którą wywołuje, nazywana jest botulizmem. Dojrzały organizm ma w większości przypadków wystarczającą odporność, by poradzić sobie z zakażeniem po spożyciu zanieczyszczonego przetrwalnikami miodu. Niestety u niemowląt odporność jest jeszcze zbyt słaba, by zwalczyć zakażenie. U nich zakaźna jest nie tylko sama toksyna, ale i spożycie formy przetrwalnej C. botulinum (przetrwalników), z których w przewodzie pokarmowym dojrzewają bakterie, a te wytwarzają botulinę.
Najczęściej pierwszymi objawami zatrucia są zaburzenia widzenia, suchość w jamie ustnej (przyczyniająca się do trudności w odkrztuszaniu), długotrwałe zaparcia, postępująca apatia i zanik siły mięśniowej, w ciężkich przypadkach zaburzenia oddychania, uszkodzenia serca i paraliż. U niemowląt pierwsze objawy mogą wystąpić już od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin od spożycia zatrutej żywności.
Problem botulizmu dziecięcego po spożyciu miodu był do tej pory bagatelizowany i 'niedoceniany'. Najnowsze światowe badania wskazują, że ponad połowa przypadków dzieci z botulizmem była spowodowana spożyciem zakażonego miodu. Okazuje się, że toksyna botulinowa może być powodem dużej części przypadków nagłej śmierci łóżeczkowej. Często po prostu botulizm dziecięcy jest źle diagnozowany. W związku z tymi doniesieniami zdecydowanie nie zaleca się podawania tej złotej słodkości niemowlętom w ich pierwszym roku życia, a dla bezpieczeństwa coraz częściej i w drugim.
Trzeba podkreślić, że gotowanie nie eliminuje problemu ze względu właśnie na przetrwalniki (nie dość, że są odporne na temperaturę nawet powyżej 100 st. C, to w dodatku podwyższona temperatura prowokuje je do rozwoju).
Przepis na deser dla niemowląt - ciepłe lody z malinami
Zastanawiałam się dziś, co zaserwować Młodemu Człowiekowi przed wyjściem z domu. Zapowiadały się długie wojaże, bez możliwości porządnego uzupełnienia kalorii, a więc musiał dostać coś sycącego.
Krótka chwila kombinatoryki i powstał deser godny króla (i królowej!), przypominający ciepłe lody z gorącymi malinami. Pewnego lata takie lody (zimne) podbiły moje serce w dawnej knajpce Muza na ul. Chmielnej.
CO UŻYŁAM:
- 1/3 kostki pótustego twarogu naturalnego
- 1/2 małego kubka jogurtu naturalnego
- duża garść malin
- opcjonalnie garść makaronu, żeby było bardziej sycące
JAK ZROBIŁAM:
Ser przełożyłam do miseczki, rozgniotłam widelcem, dodałam jogurt i wymieszałam na gładką masę. Makaron (nitki) ugotowałam i posiekałam, wymieszałam z masą serową i przełożyłam do pucharka. Maliny umyłam, włożyłam do rondelka i postawiłam na ogniu na kilka minut, mieszając garnuszkiem, żeby owoce się nie rozpadły, tylko dobrze podgrzały i puściły trochę soku. Przełożyłam na wierzch masy serowej. Deser zniknął w kilka minut :) Oto jak wyglądał:
Krótka chwila kombinatoryki i powstał deser godny króla (i królowej!), przypominający ciepłe lody z gorącymi malinami. Pewnego lata takie lody (zimne) podbiły moje serce w dawnej knajpce Muza na ul. Chmielnej.
CO UŻYŁAM:
- 1/3 kostki pótustego twarogu naturalnego
- 1/2 małego kubka jogurtu naturalnego
- duża garść malin
- opcjonalnie garść makaronu, żeby było bardziej sycące
JAK ZROBIŁAM:
Ser przełożyłam do miseczki, rozgniotłam widelcem, dodałam jogurt i wymieszałam na gładką masę. Makaron (nitki) ugotowałam i posiekałam, wymieszałam z masą serową i przełożyłam do pucharka. Maliny umyłam, włożyłam do rondelka i postawiłam na ogniu na kilka minut, mieszając garnuszkiem, żeby owoce się nie rozpadły, tylko dobrze podgrzały i puściły trochę soku. Przełożyłam na wierzch masy serowej. Deser zniknął w kilka minut :) Oto jak wyglądał:
środa, 26 sierpnia 2015
Jak zrobić konfiturę z borówki amerykańskiej i malin
Otworzyłam dziś lodówkę i zaatakowały mnie pudełka z borówką amerykańską i malinami, pachnące, wprost z ogrodu teściów - synek je uwielbia. Postanowiłam więc zamknąć dla niego trochę lata w słoiczkach - zrobiłam konfiturę! Będzie idealna na zimę do jogurtu naturalnego, owsianki, czy kisielu.
Czas na wskazówki!
CO POTRZEBA:
- świeża borówka amerykańska i maliny (ilość i proporcja dowolna)
- nieduży garnek
- umyte i wyparzone słoiczki
JAK PRZYGOTOWAĆ:
Owoce przebieramy (aby nie trafiły się spleśniałe), dokładnie płuczemy na sitku i wrzucamy do garnka. Na małym ogniu podgrzewamy około 15-20 minut aż owoce puszczą sok (bez przykrycia). Staramy się nie mieszać łyżką, tylko całym garnkiem, żeby owoce były jak najmniej rozgniecione. W międzyczasie przygotowujemy słoiczki i wieczka - myjemy płynem do naczyń, płuczemy i na koniec zalewamy wrzątkiem z czajnika. Gorące owoce nakładamy łyżką do słoiczków, brzegi wycieramy do sucha papierowym ręcznikiem kuchennym, dokładnie zakręcamy. W garnku o dużym dnie rozkładamy ściereczkę, stawiamy słoiczki tak, żeby się nie stykały, a woda mogła swobodnie między nimi przepływać i napełniamy zimną wodą do poziomu 1,5 -2 cm poniżej wieczka. Zagotowujemy, minimalizujemy ogień i gotujemy jeszcze przez 10 minut. Wyjmujemy, dokręcamy wieczka i stawiamy do góry dnem do całkowitego ostygnięcia. Gotowe :)
Czas na wskazówki!
CO POTRZEBA:
- świeża borówka amerykańska i maliny (ilość i proporcja dowolna)
- nieduży garnek
- umyte i wyparzone słoiczki
JAK PRZYGOTOWAĆ:
Owoce przebieramy (aby nie trafiły się spleśniałe), dokładnie płuczemy na sitku i wrzucamy do garnka. Na małym ogniu podgrzewamy około 15-20 minut aż owoce puszczą sok (bez przykrycia). Staramy się nie mieszać łyżką, tylko całym garnkiem, żeby owoce były jak najmniej rozgniecione. W międzyczasie przygotowujemy słoiczki i wieczka - myjemy płynem do naczyń, płuczemy i na koniec zalewamy wrzątkiem z czajnika. Gorące owoce nakładamy łyżką do słoiczków, brzegi wycieramy do sucha papierowym ręcznikiem kuchennym, dokładnie zakręcamy. W garnku o dużym dnie rozkładamy ściereczkę, stawiamy słoiczki tak, żeby się nie stykały, a woda mogła swobodnie między nimi przepływać i napełniamy zimną wodą do poziomu 1,5 -2 cm poniżej wieczka. Zagotowujemy, minimalizujemy ogień i gotujemy jeszcze przez 10 minut. Wyjmujemy, dokręcamy wieczka i stawiamy do góry dnem do całkowitego ostygnięcia. Gotowe :)
wtorek, 25 sierpnia 2015
Przepis na obiadek dla niemowląt - żółta zupka
Otworzyłam dziś lodówkę w poszukiwaniu inspiracji na obiadek dla mojego 11-miesięczniaka. Znalazłam kalarepę i żółtą fasolkę. I powstała żółta, letnia zupka:
SKŁADNIKI:
- 1 kalarepa
- spora garść żółtej fasolki szparagowej
- pół niedużego korzenia pietruszki
- 1 łodyga selera naciowego (uwaga, alergen!)
- 1 mała marchewka
- ok. 5cm kawałek białej części pora
- 1 duży lub 2 małe ziemniaki
- 1 ziarenko ziela angielskiego
- 1 mały liść laurowy
- kilka listków lubczyku
- łyżeczka posiekanego koperku
- szczypta kurkumy
- opcjonalnie - płaska łyżka masła, trochę bułki tartej
WYKONANIE:
Do garnka wlewamy 1 litr wody, stawiamy na kuchence, podgrzeway. Marchewkę i pietruszkę obieramy, kroimy w talarki. Pora kroimy w talarki lub słupki. Seler obieramy z włókien, kroimy. Warzywa wrzucamy do gotującej się wody, dodajemy ziele angielskie, liść laurowy, lubczyk. Kalarepę i ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę. W fasolce odkrawamy oba końce, kroimy na mniejsze części. Wrzucamy do reszty warzyw. Dodajemy szczyptę kurkumy. Gotujemy ok. 20 minut, pod koniec dodajemy koperek. i gotujemy jeszcze kilka minut. Opcjonalnie: na koniec na patelni roztapiamy masło (na maleńkim ogniu, nie pozwalamy mu się smażyć), kiedy jest prawie roztopione dodajemy ok. 2 łyżki bułki tartej. Kilka sekund mieszamy i dodajemy do gotującej się zupy (możemy to zrobić razem z koperkiem). Przed podaniem chwilę blendujemy.
Możemy dodać kawałek ugotowanego mięska.
Jeśli niemowlę jest już zaznajomione z warzywnymi składnikami zupy, możemy ją podać od 7. miesiąca (dla kilkumiesięczniaków pomijamy opcję z bułką tartą i masłem).
SKŁADNIKI:
- 1 kalarepa
- spora garść żółtej fasolki szparagowej
- pół niedużego korzenia pietruszki
- 1 łodyga selera naciowego (uwaga, alergen!)
- 1 mała marchewka
- ok. 5cm kawałek białej części pora
- 1 duży lub 2 małe ziemniaki
- 1 ziarenko ziela angielskiego
- 1 mały liść laurowy
- kilka listków lubczyku
- łyżeczka posiekanego koperku
- szczypta kurkumy
- opcjonalnie - płaska łyżka masła, trochę bułki tartej
WYKONANIE:
Do garnka wlewamy 1 litr wody, stawiamy na kuchence, podgrzeway. Marchewkę i pietruszkę obieramy, kroimy w talarki. Pora kroimy w talarki lub słupki. Seler obieramy z włókien, kroimy. Warzywa wrzucamy do gotującej się wody, dodajemy ziele angielskie, liść laurowy, lubczyk. Kalarepę i ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę. W fasolce odkrawamy oba końce, kroimy na mniejsze części. Wrzucamy do reszty warzyw. Dodajemy szczyptę kurkumy. Gotujemy ok. 20 minut, pod koniec dodajemy koperek. i gotujemy jeszcze kilka minut. Opcjonalnie: na koniec na patelni roztapiamy masło (na maleńkim ogniu, nie pozwalamy mu się smażyć), kiedy jest prawie roztopione dodajemy ok. 2 łyżki bułki tartej. Kilka sekund mieszamy i dodajemy do gotującej się zupy (możemy to zrobić razem z koperkiem). Przed podaniem chwilę blendujemy.
Możemy dodać kawałek ugotowanego mięska.
Jeśli niemowlę jest już zaznajomione z warzywnymi składnikami zupy, możemy ją podać od 7. miesiąca (dla kilkumiesięczniaków pomijamy opcję z bułką tartą i masłem).
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
Czym jest LC PUFA?
Krótko, zwięźle i na temat - czym jest magiczne 'LC PUFA', którym hipnotyzują nas producenci mleka modyfikowanego?
Owy skrót nie ma nic wspólnego z meblami. Pochodzi on z języka angielskiego, od pierwszych liter wyrazów:
Po polsku: długołańcuchowe wielonienasycone kwasy tłuszczowe.
Należą one do dobroczynnych kwasów tłuszczowych omega-3. Są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania metabolizmu. Szczególnie dużą ich ilość znajdujemy w tkance centralnego układu nerwowego oraz siatkówce oka. Mają wpływ m.in. na hamowanie reakcji zapalnych i alergicznych, powstrzymywanie rozwoju nowotworów, czy normalizację ciśnienia krwi.
Według EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności), spożywanie przez niemowlęta produktu mlekozastępczego wzbogaconego w te kwasy (w ilości minimum 100mg) sprzyja zwiększeniu ostrości widzenia. Ponadto potencjalnie może mieć wpływ na rozwój psychoruchowy dziecka (ale wciąż brak jest na to jednoznacznych dowodów).
Owy skrót nie ma nic wspólnego z meblami. Pochodzi on z języka angielskiego, od pierwszych liter wyrazów:
-Long Chain Polyunsaturated Fatty Acids-
Po polsku: długołańcuchowe wielonienasycone kwasy tłuszczowe.
Należą one do dobroczynnych kwasów tłuszczowych omega-3. Są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania metabolizmu. Szczególnie dużą ich ilość znajdujemy w tkance centralnego układu nerwowego oraz siatkówce oka. Mają wpływ m.in. na hamowanie reakcji zapalnych i alergicznych, powstrzymywanie rozwoju nowotworów, czy normalizację ciśnienia krwi.
Według EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności), spożywanie przez niemowlęta produktu mlekozastępczego wzbogaconego w te kwasy (w ilości minimum 100mg) sprzyja zwiększeniu ostrości widzenia. Ponadto potencjalnie może mieć wpływ na rozwój psychoruchowy dziecka (ale wciąż brak jest na to jednoznacznych dowodów).
niedziela, 23 sierpnia 2015
Przepis na posiłek dla niemowląt - duszone jabłka z płatkami owsianymi
Poprzedni przepis na kisiel i wspomnienie ulubionego deseru z czasów karmienia piersią spowodowało dzisiejszą kolację :) Co prawda to danie bardziej nadaje się na śniadanie/drugie śniadanie/podwieczorek, ze względu na dużą ilość owoców, ale dziś wyjątkowo zgrzeszyliśmy. Nasz ulubiony kubek został wyczyszczony do dna!
CO POTRZEBA:
- duże jabłko
- 3 łyżki płatków owsianych
- 1 i 1/2 szklanki zimnej wody
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
- szczypta cynamonu
- opcjonalnie kilka malin
PRZYGOTOWANIE:
Jabłko myjemy, obieramy i kroimy w niedużą kostkę. Wrzucamy do garnuszka, zalewamy szklanką wody i zagotowujemy. Po około 5 minutach gotowania dodajemy płatki owsiane i szczyptę cynamonu, gotujemy jeszcze około 5 minut, teraz możemy dodać kilka malin. W 1/2 szklanki zimnej wody rozrabiamy łyżkę mąki ziemniaczanej i roztwór wlewamy do gotujących się jabłek. Dokładnie mieszamy i po kilkunastu sekundach zdejmujemy z ognia. Czekamy aż przestygnie i gotowe :)
CO POTRZEBA:
- duże jabłko
- 3 łyżki płatków owsianych
- 1 i 1/2 szklanki zimnej wody
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
- szczypta cynamonu
- opcjonalnie kilka malin
PRZYGOTOWANIE:
Jabłko myjemy, obieramy i kroimy w niedużą kostkę. Wrzucamy do garnuszka, zalewamy szklanką wody i zagotowujemy. Po około 5 minutach gotowania dodajemy płatki owsiane i szczyptę cynamonu, gotujemy jeszcze około 5 minut, teraz możemy dodać kilka malin. W 1/2 szklanki zimnej wody rozrabiamy łyżkę mąki ziemniaczanej i roztwór wlewamy do gotujących się jabłek. Dokładnie mieszamy i po kilkunastu sekundach zdejmujemy z ognia. Czekamy aż przestygnie i gotowe :)
piątek, 21 sierpnia 2015
Przepis na deserek dla niemowląt - kisiel bardzo owocowy
Dziś w menu deserek - bezglutenowy, bezlaktozowy, mocno owocowy!
Po jego przygotowaniu prawdopodobnie większość z nas się zastanowi nad sensem kupowania gotowego kisielu w proszku pełnego barwników i aromatów :)
CO POTRZEBA:
- owoce: jakie i ile dusza zapragnie! Mogą to być owoce sezonowe, gruszki, tarte jabłka, także te zamrożone latem i jak nas daleko fantazja poniesie. Co prawda wydaje mi się, że arbuz, winogrono, czy banan średnio będą się nadawać do tego celu, ale jeśli tylko znajdą się ochotnicy to czekam z niecierpliwością na podzielenie się opiniami :)
- szklanka zimnej wody
- łyżka mąki ziemniaczanej
WYKONANIE:
Owoce myjemy, jeśli jest potrzeba - obieramy, wrzucamy do suchego garnuszka i rozgniatamy widelcem (duże owoce typu brzoskwinie, morele, jabłka drobno kroimy przed wrzuceniem do garnka). Jeśli puściły naturalnie sok, podgrzewamy same około 2-3 minut, jeśli nie, dolewamy odrobinkę wody przed podgrzaniem. Dzięki temu wydobędziemy z owoców ich naturalny aromat. Następnie dolewamy 3/4 szklanki wody i zagotowujemy. W pozostałej 1/4 szklanki wody mieszamy mąkę ziemniaczaną. Do gotujących się owoców wlewamy rozrobioną mąkę i energicznie mieszamy aż kisiel zgęstnieje (kilka sekund), zdejmujemy z ognia jak zacznie bulgotać. Gotowe, w kilka minut :)
Wersja 'na szybko':
Zamiast owoców możemy użyć gotowego soku z owoców, jeśli taki mamy.
Wersja 'dla dorosłych':
Można do smaku dosłodzić - na etapie gotowania owoców.
U nas od początku sezonu owocowego królują owoce z ogrodu Dziadków. Były truskawki, poziomki (obłędnie pyszny i pachnący kisiel!), dzisiaj wersja borówkowo-malinowa.
Kisiel tak przygotowany można podawać dzieciom już w niedługim czasie po wprowadzeniu danego owocu.
Nadaje się idealnie na osłodę dla matek karmiących już w początkach karmienia, kiedy jeszcze nie wiemy, czego nasz noworodek nie toleruje, a mamy ogromną potrzebę osłodzenia sobie nieprzespanych nocy :) Ja w tym celu dusiłam w rondelku z niewielką ilością wody pokrojone jabłko, dodawałam szczyptę cynamonu i na koniec, kiedy jabłka miękły, zalewałam tylko 1/2 szklanki wody z mąką ziemniaczaną.
Po jego przygotowaniu prawdopodobnie większość z nas się zastanowi nad sensem kupowania gotowego kisielu w proszku pełnego barwników i aromatów :)
CO POTRZEBA:
- owoce: jakie i ile dusza zapragnie! Mogą to być owoce sezonowe, gruszki, tarte jabłka, także te zamrożone latem i jak nas daleko fantazja poniesie. Co prawda wydaje mi się, że arbuz, winogrono, czy banan średnio będą się nadawać do tego celu, ale jeśli tylko znajdą się ochotnicy to czekam z niecierpliwością na podzielenie się opiniami :)
- szklanka zimnej wody
- łyżka mąki ziemniaczanej
WYKONANIE:
Owoce myjemy, jeśli jest potrzeba - obieramy, wrzucamy do suchego garnuszka i rozgniatamy widelcem (duże owoce typu brzoskwinie, morele, jabłka drobno kroimy przed wrzuceniem do garnka). Jeśli puściły naturalnie sok, podgrzewamy same około 2-3 minut, jeśli nie, dolewamy odrobinkę wody przed podgrzaniem. Dzięki temu wydobędziemy z owoców ich naturalny aromat. Następnie dolewamy 3/4 szklanki wody i zagotowujemy. W pozostałej 1/4 szklanki wody mieszamy mąkę ziemniaczaną. Do gotujących się owoców wlewamy rozrobioną mąkę i energicznie mieszamy aż kisiel zgęstnieje (kilka sekund), zdejmujemy z ognia jak zacznie bulgotać. Gotowe, w kilka minut :)
Wersja 'na szybko':
Zamiast owoców możemy użyć gotowego soku z owoców, jeśli taki mamy.
Wersja 'dla dorosłych':
Można do smaku dosłodzić - na etapie gotowania owoców.
U nas od początku sezonu owocowego królują owoce z ogrodu Dziadków. Były truskawki, poziomki (obłędnie pyszny i pachnący kisiel!), dzisiaj wersja borówkowo-malinowa.
Kisiel tak przygotowany można podawać dzieciom już w niedługim czasie po wprowadzeniu danego owocu.
Nadaje się idealnie na osłodę dla matek karmiących już w początkach karmienia, kiedy jeszcze nie wiemy, czego nasz noworodek nie toleruje, a mamy ogromną potrzebę osłodzenia sobie nieprzespanych nocy :) Ja w tym celu dusiłam w rondelku z niewielką ilością wody pokrojone jabłko, dodawałam szczyptę cynamonu i na koniec, kiedy jabłka miękły, zalewałam tylko 1/2 szklanki wody z mąką ziemniaczaną.
środa, 19 sierpnia 2015
Przepis na bezglutenowe śniadanko dla niemowląt - kasza jaglana z jajkiem i pomidorkami
To moja dzisiejsza poranna wariacja :) Przyszły mi do głowy już jej różne modyfikacje. Danie to może równie dobrze stanowić kolację, gdyż jest lekkostrawne i sycące. Synek dostał do spróbowania prosto z patelni - ciągnął mnie za nogę, aby dostać jeszcze!
Słów kilka o głównej bohaterce, która jednocześnie jest też bohaterką w naszym domu - KASZA JAGLANA. Jeden z najcenniejszych darów natury! Wytwarzana jest z prosa. BEZGLUTENOWA. To niezwykle bogate źródło witamin (głównie z grupy B), minerałów (dostarcza najwięcej żelaza ze wszystkich kasz), oraz aminokwasów (jest bogatym źródłem niezwykle ważnego tryptofanu*, mającego ogromne znaczenie w funkcjonowaniu mózgu, a jego niedobory są niestety częste), które są niezbędne dla naszych dzieci w okresie ich intensywnego wzrostu i rozwoju. Ma mnóstwo protein i węglowodanów złożonych, które powoli i długo ulegają rozkładowi, dzięki czemu wykorzystywane są przez organizm (w tym intensywnie pracujący mózg!) w bardzo efektywny sposób i dają długie uczucie sytości. Zawiera także poprawiającą pamięć i koncentrację lecytynę. Jest jednym z nielicznych wśród produktów spożywczych źródeł krzemionki, która działa prozdrowotnie na zęby, włosy, paznokcie i skórę. Ma mnóstwo antyoksydantów, dzięki czemu przeciwdziała powstawaniu nowotworów. Ma wyjątkową zdolność usuwania śluzu z organizmu (m.in. przyspiesza zdrowienie przy infekcjach róg oddechowych, czy eliminuje skutki alergii).
*Ciekawostka:* Tryptofan - to egzogenny aminokwas; egzogenny znaczy, że organizm sam go nie potrafi syntetyzować, dlatego musi być dostarczany do organizmu wraz z pożywieniem. Niestety jest to aminokwas trudnodostępny w przyrodzie, występuje go po prostu mało. Dlatego ważne jest, by wybierać produkty, które zawierają go możliwie dużo. A dlaczego jest on tak istotny? Ponieważ odgrywa m.in. jedną z głównych ról w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego. Jest prekursorem serotoniny (mówiąc potocznie - jest bazą do jej wytworzenia) - o serotoninie podstawową informację zna chyba każdy, to hormon szczęścia (serotonina pełni też kluczową rolę w przekazywaniu impulsów nerwowych). Jej niewielki już niedobór powoduje obniżenie nastroju (rozdrażnienie, płaczliwość) i problemy z zaśnięciem - brzmi znajomo? Być może niedobór serotoniny spowodowany niedoborem tryptofanu to winowajca złego nastroju i kłopotów ze snem niektórych dzieci. Częste podawanie dzieciom kaszy jaglanej na różne sposoby może pomóc wyeliminować ten problem!
Wracając do przepisu. Do przygotowania tego dania możemy wykorzystać jajka kurze lub przepiórcze (wersja dla alergików). W przypadku kurzych, jeśli obawiamy się nadwrażliwości na białko, przygotujmy je z samego żółtka. Naprawdę zachęcam do kupowania jajek ekologicznych (0-PL), bądź jajek od kur Zielononóżek (1-PL). Nie mają posmaku rybiego (winowajcą jest pasza na bazie mączki rybnej, którą są karmione kury, których jaja mają oznaczenia od 2-PL w górę). Dziecko nie zjada wiele jajek, więc warto zapłacić kilkadziesiąt groszy więcej za sztukę i mieć pewność, że jajko jest dobrej jakości. Pamiętajmy, aby przed użyciem jajko umyć - mydłem i spłukać pod bieżącą ciepłą wodą. Zapobiegnie to ryzyku zakażenia Salmonellą! Krótka obróbka termiczna na patelni mogłaby nie wystarczyć do jej zabicia.
SKŁADNIKI:
- kasza jaglana (bio, bądź zwykła, byle nie w woreczkach do gotowania!)
- 1 jajko (bądź kilka jajeczek przepiórczych)
- pomidorki
- pół łyżeczki masła
PRZYGOTOWANIE:
Maksymalnie 3 łyżki kaszy jaglanej płuczemy na sitku pod bieżącą wodą. Wsypujemy do garnuszka, zalewamy zimną wodą (około 1 szklanki) - objętość wody musi kilkukrotnie przekroczyć objętość kaszy, gdyż kasza ją szybko wchłonie. Gotujemy na małym ogniu aż kasza wchłonie wodę. Na patelni roztapiamy masło (jeśli dziecko nie ma alergii na białko mleka krowiego), wrzucamy ugotowaną kaszę, rozprowadzamy na patelni i wbijamy jajko, mieszamy dokładnie i smażymy chwilkę aż jajko się zetnie. Podajemy na łyżeczce, bądź formujemy małe kuleczki, które dziecko zje 'na raz' - w takiej formie z powodzeniem może się nakarmić samo :) Pomidorki obieramy ze skórki, kroimy.
Modyfikacje: możemy najpierw na masełku przez kilka sekund podsmażyć odrobinę czosnku, dodać pokrojone pomidorki, chwilę poddusić, wbić jajko i natychmiast dodać kaszę. Dokładnie wymieszać i podsmażyć tylko do momentu ścięcia jajka.
Słów kilka o głównej bohaterce, która jednocześnie jest też bohaterką w naszym domu - KASZA JAGLANA. Jeden z najcenniejszych darów natury! Wytwarzana jest z prosa. BEZGLUTENOWA. To niezwykle bogate źródło witamin (głównie z grupy B), minerałów (dostarcza najwięcej żelaza ze wszystkich kasz), oraz aminokwasów (jest bogatym źródłem niezwykle ważnego tryptofanu*, mającego ogromne znaczenie w funkcjonowaniu mózgu, a jego niedobory są niestety częste), które są niezbędne dla naszych dzieci w okresie ich intensywnego wzrostu i rozwoju. Ma mnóstwo protein i węglowodanów złożonych, które powoli i długo ulegają rozkładowi, dzięki czemu wykorzystywane są przez organizm (w tym intensywnie pracujący mózg!) w bardzo efektywny sposób i dają długie uczucie sytości. Zawiera także poprawiającą pamięć i koncentrację lecytynę. Jest jednym z nielicznych wśród produktów spożywczych źródeł krzemionki, która działa prozdrowotnie na zęby, włosy, paznokcie i skórę. Ma mnóstwo antyoksydantów, dzięki czemu przeciwdziała powstawaniu nowotworów. Ma wyjątkową zdolność usuwania śluzu z organizmu (m.in. przyspiesza zdrowienie przy infekcjach róg oddechowych, czy eliminuje skutki alergii).
*Ciekawostka:* Tryptofan - to egzogenny aminokwas; egzogenny znaczy, że organizm sam go nie potrafi syntetyzować, dlatego musi być dostarczany do organizmu wraz z pożywieniem. Niestety jest to aminokwas trudnodostępny w przyrodzie, występuje go po prostu mało. Dlatego ważne jest, by wybierać produkty, które zawierają go możliwie dużo. A dlaczego jest on tak istotny? Ponieważ odgrywa m.in. jedną z głównych ról w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego. Jest prekursorem serotoniny (mówiąc potocznie - jest bazą do jej wytworzenia) - o serotoninie podstawową informację zna chyba każdy, to hormon szczęścia (serotonina pełni też kluczową rolę w przekazywaniu impulsów nerwowych). Jej niewielki już niedobór powoduje obniżenie nastroju (rozdrażnienie, płaczliwość) i problemy z zaśnięciem - brzmi znajomo? Być może niedobór serotoniny spowodowany niedoborem tryptofanu to winowajca złego nastroju i kłopotów ze snem niektórych dzieci. Częste podawanie dzieciom kaszy jaglanej na różne sposoby może pomóc wyeliminować ten problem!
Wracając do przepisu. Do przygotowania tego dania możemy wykorzystać jajka kurze lub przepiórcze (wersja dla alergików). W przypadku kurzych, jeśli obawiamy się nadwrażliwości na białko, przygotujmy je z samego żółtka. Naprawdę zachęcam do kupowania jajek ekologicznych (0-PL), bądź jajek od kur Zielononóżek (1-PL). Nie mają posmaku rybiego (winowajcą jest pasza na bazie mączki rybnej, którą są karmione kury, których jaja mają oznaczenia od 2-PL w górę). Dziecko nie zjada wiele jajek, więc warto zapłacić kilkadziesiąt groszy więcej za sztukę i mieć pewność, że jajko jest dobrej jakości. Pamiętajmy, aby przed użyciem jajko umyć - mydłem i spłukać pod bieżącą ciepłą wodą. Zapobiegnie to ryzyku zakażenia Salmonellą! Krótka obróbka termiczna na patelni mogłaby nie wystarczyć do jej zabicia.
SKŁADNIKI:
- kasza jaglana (bio, bądź zwykła, byle nie w woreczkach do gotowania!)
- 1 jajko (bądź kilka jajeczek przepiórczych)
- pomidorki
- pół łyżeczki masła
PRZYGOTOWANIE:
Maksymalnie 3 łyżki kaszy jaglanej płuczemy na sitku pod bieżącą wodą. Wsypujemy do garnuszka, zalewamy zimną wodą (około 1 szklanki) - objętość wody musi kilkukrotnie przekroczyć objętość kaszy, gdyż kasza ją szybko wchłonie. Gotujemy na małym ogniu aż kasza wchłonie wodę. Na patelni roztapiamy masło (jeśli dziecko nie ma alergii na białko mleka krowiego), wrzucamy ugotowaną kaszę, rozprowadzamy na patelni i wbijamy jajko, mieszamy dokładnie i smażymy chwilkę aż jajko się zetnie. Podajemy na łyżeczce, bądź formujemy małe kuleczki, które dziecko zje 'na raz' - w takiej formie z powodzeniem może się nakarmić samo :) Pomidorki obieramy ze skórki, kroimy.
Modyfikacje: możemy najpierw na masełku przez kilka sekund podsmażyć odrobinę czosnku, dodać pokrojone pomidorki, chwilę poddusić, wbić jajko i natychmiast dodać kaszę. Dokładnie wymieszać i podsmażyć tylko do momentu ścięcia jajka.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Przepis na śniadanko dla niemowląt - pyszna i pożywna owsianka
Zawsze owsianka kojarzyła mi się z mdłą paciają, złem koniecznym. Więc znalazłam na nią sposób, żeby mój synek zjadał ją z prawdziwą przyjemnością. U nas zagościła na stałe, nie tylko jako danie na pierwsze śniadanko. Często przyrządzam mu ją, kiedy planujemy wyjście z domu na dłużej, gdzie nie mamy za bardzo możliwości porządnego najedzenia. Jest to też jeden z moich ulubionych posiłków 'na drogę', który zabieram przygotowany w pojemniczku na żywność dla dzieci (ja mam akurat bardzo funkcjonalne pojemniki BabyOno, kupiłam je do mrożenia odciągniętego z piersi pokarmu, teraz się sprawdzają do przechowywania obiadków, owoców, czy mleka w proszku).
Wszystkie składniki naszej owsianki są wartościowe i pożywne:
PŁATKI OWSIANE - to prawdziwa bomba odżywcza; są bogatym źródłem błonnika (reguluje i usprawnia działanie przewodu pokarmowego, zapobiega zaparciom, reguluje perystaltykę jelit), zawierają mnóstwo witamin (wit. B1 czyli tiamina i kwas pantotenowy - przeciwdziałają rozdrażnieniu i zmęczeniu, poprawiają wydolność organizmu, wit. B2 czyli ryboflawina - odgrywa bardzo ważną rolę w funkcjonowaniu narządu wzroku, wit. B6 dla sprawnego funkcjonowania układu nerwowego, poprawia pamięć i koncentrację, wit. B3 czyli wit.PP - jej niedobór może prowadzić do zwolnienia metabolizmu, przez co organizm ma niższą tolerancję na zimno, to witamina 'zmarźluchów'), minerałów (bogate źródło fosforu - zapewniają aż ponad 51% dziennego zapotrzebowania na ten pierwiastek, spełnia on bardzo ważną rolę w budowie kości i zębów, magnezu - 46% dziennego zapotrzebowania, żelaza - zapobiega anemii, cynku - wzmacnia odporność, wapnia i in.), nienasyconych kwasów tłuszczowych (bardzo ważne da organizmu, m.in. łagodzą podrażnienia spowodowane alergią).
Unikajmy kupowania płatków owsianych błyskawicznych - są najbardziej pozbawione tych wszystkich dobroci. Najlepsze będą płatki owsiane zwykłe, ewentualnie górskie.
OPCJA DLA ALERGIKÓW NA BIAŁKO MLEKA KROWIEGO:
Aby pominąć dodatek jogurtu, zamiast wody, do ugotowania płatków można użyć mleko modyfikowane (przygotowanego wg przepisu, czyli 7 miarek na 210 ml wody) lub mleko inne niż krowie (np. owsiane, ryżowe - dostępne w Rossmannie; migdałowe, kokosowe). Po ugotowaniu dodać rozgniecionego banana wymieszanego z odrobiną wybranego mleka.
Wszystkie składniki naszej owsianki są wartościowe i pożywne:
PŁATKI OWSIANE - to prawdziwa bomba odżywcza; są bogatym źródłem błonnika (reguluje i usprawnia działanie przewodu pokarmowego, zapobiega zaparciom, reguluje perystaltykę jelit), zawierają mnóstwo witamin (wit. B1 czyli tiamina i kwas pantotenowy - przeciwdziałają rozdrażnieniu i zmęczeniu, poprawiają wydolność organizmu, wit. B2 czyli ryboflawina - odgrywa bardzo ważną rolę w funkcjonowaniu narządu wzroku, wit. B6 dla sprawnego funkcjonowania układu nerwowego, poprawia pamięć i koncentrację, wit. B3 czyli wit.PP - jej niedobór może prowadzić do zwolnienia metabolizmu, przez co organizm ma niższą tolerancję na zimno, to witamina 'zmarźluchów'), minerałów (bogate źródło fosforu - zapewniają aż ponad 51% dziennego zapotrzebowania na ten pierwiastek, spełnia on bardzo ważną rolę w budowie kości i zębów, magnezu - 46% dziennego zapotrzebowania, żelaza - zapobiega anemii, cynku - wzmacnia odporność, wapnia i in.), nienasyconych kwasów tłuszczowych (bardzo ważne da organizmu, m.in. łagodzą podrażnienia spowodowane alergią).
Unikajmy kupowania płatków owsianych błyskawicznych - są najbardziej pozbawione tych wszystkich dobroci. Najlepsze będą płatki owsiane zwykłe, ewentualnie górskie.
Najnowsze badania wykazują, że codzienne spożywanie przez dzieci miseczki owsianki, już od wczesnych miesięcy życia, obniża zachorowalność na astmę aż o 2/3!
JOGURT NATURALNY - cenne źródło wapnia. Podczas kupowania zwracajmy uwagę na skład. Starajmy się wybierać te, które mają najkrótszy. Najlepiej bez dodatku mleka w proszku i z dodatkiem bakterii probiotycznych. Ostatnio, ku mojemu zdziwieniu, odkryłam na półce supermarketu jogurt naturalny bez laktozy (z dodatkiem enzymu rozkładającego laktozę - laktazy), od producenta, któremu ufam (Łowicz).
BANAN - źródło potasu, wapnia, fosforu, witamin z grupy B, witaminy C, A, E, K oraz błonnika. Wybierajmy banany, które mają na sobie ciemne plamki - one świadczą o dojrzałości banana.
Przejdźmy do rzeczy, jak przygotować owsiankę.
Co potrzebujemy:
3/4 szklanki wody
4 łyżki płatków owsianych
1/2-1/3 małego kubka jogurtu naturalnego
mały banan
Jak przygotowujemy:
Do małego garnuszka wlewamy wodę, doprowadzamy do wrzenia i dodajemy płatki. Dokładnie mieszamy, zmniejszamy ogień na najmniejszy i pozwalamy im się gotować. Od czasu do czasu mieszamy (płatki owsiane górskie gotują się ok. 6 minut). Płatki są gotowe, kiedy zmiękną, a masa zgęstnieje. W międzyczasie do miseczki kroimy banana, rozgniatamy go widelcem, mieszamy z jogurtem naturalnym. Dodajemy płatki, wszystko mieszamy i gotowe! Nie musimy czekać aż płatki przestygną, bo jogurt i banan są zimne, przygotowanie takiego dania zajmuje więc dosłownie kilka minut :)
OPCJA DLA ALERGIKÓW NA BIAŁKO MLEKA KROWIEGO:
Aby pominąć dodatek jogurtu, zamiast wody, do ugotowania płatków można użyć mleko modyfikowane (przygotowanego wg przepisu, czyli 7 miarek na 210 ml wody) lub mleko inne niż krowie (np. owsiane, ryżowe - dostępne w Rossmannie; migdałowe, kokosowe). Po ugotowaniu dodać rozgniecionego banana wymieszanego z odrobiną wybranego mleka.
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Dlaczego nie warto karmić niemowląt gotowymi daniami ze słoiczka
Większość świeżo upieczonych mam staje przed dylematem - kupować, czy gotować?
Pojawia się w głowie podstawowe pytanie - czy, jeśli będę karmić moje dziecko kupnymi daniami w słoiczkach, będę wyrodną matką?
Zwolenniczki gotowych posiłków swój wybór argumentują następująco: kupując warzywa, kupuję kota w worku - nie wiem, skąd pochodzą, czym były nawożone, czy były pryskane; kupując słoiczki mam pewność, że wszystkie produkty używane do produkcji obiadków, są najlepszej jakości.
Czy naprawdę jesteśmy tak naiwne aby wierzyć, że każda marchewka, ziemniaczek, jabłko itp. są oglądane ze wszystkich stron, zanim trafią do słoika? Że do mycia warzyw i owoców nie są używane środki chemiczne? Że te same płody rolne rosną w puszczy, z daleka od dróg, nie narażone na wchłanianie spalin? Że nie są opryskiwane? Że nie są nawożone preparatami przyspieszającymi wzrost i jednocześnie nie pozwalającymi na ich naturalne nasycanie witaminami i minerałami? Naprawdę?
Prawda jest smutna, niestety. Czy ktoś miał to szczęście samemu zbierać plony z przydomowego ogródka? Ja miałam. I jak wyglądają takie warzywa i owoce, które nie były opryskiwane, które były nawożone jedynie obornikiem? Po pierwsze - mają naturalny kolor, intensywny ZAPACH, są ponadgryzane przez ślimaki w ziemi, są zamieszkiwane przez robaczki penetrujące marchewkę, pomidory są ogromne, niemal bordowe, ociekające aromatycznym sokiem, a ich skórka ma na sobie sporo znamion. W produkcji masowej dziś już rolnicy nie pozwalają sobie na brak oprysków, bo połowa plonów poszłaby do odrzutu. A i sztuczne nawozy znacznie przyspieszają wzrost roślin, które przez to są pozbawione walorów smakowych i przede wszystkim odżywczych. I te właśnie plony trafiają do słoiczków.
Ale to tylko kilka argumentów natury 'moralnej'.
Teraz podejdźmy do tematu bardziej egoistycznie. Skalkulujmy.
Etykiety są po to, by je czytać. Jestem świadomą osobą, świadomą matką. Czytam więc. Skład przykładowego dania:
marchew (37%)
przecier pomidorowy (33,6%)
pietruszka
mięso z indyka (11%)
skrobia kukurydziana
woda (użyta do przyrządzenia)
olej rzepakowy niskoerukowy
pietruszka - natka (0,2%)
(Warzywa ogółem 82,8%)
I innego:
Marchewka (26%), przecier pomidorowy (18,7%) ziemniaki (18%), kleik ryżowy (9,9%), mięso z indyka (9,5%), woda, por (2,6%), seler, olej rzepakowy, pietruszka.
A teraz wyobraźmy sobie smak takiego dania. Mdły i nijaki, prawda? Prawda. Dlaczego nasze dziecko od maleńkości ma się uczyć, że jedzenie tak smakuje? Że jest mdlące i po prostu niesmaczne?
Do przyrządzania posiłków dla dzieci nie wolno dodawać soli, bo sól jest zła. To wiemy. Ale zioła są dobre. Dlaczego więc producenci gotowych dań nie dodają do nich bogatego bukietu warzyw (podstawowym warzywem jest marchew, która posiada właściwości absorpcji i kumulowania szkodliwych metali ciężkich i innych związków z gleby), dlaczego nie dodają świeżych pomidorów, lubczyku, bazylii, czosnku i wielu innych dobrych, wzbogacających smak ziół? Dlaczego dodają olej z rzepaku (prawie w 100% już modyfikowanego genetycznie, jak kukurydza), zamiast oleju lnianego, który posiada ogromne ilości kwasów DHA, porównywalne z ich zawartością w rybach?
Coraz powszechniej mówi się, że nawyki żywieniowe wpojone dzieciom od samego początku ich przygody z rozszerzaniem diety, przekładają się na ich nawyki żywieniowe w dalszym życiu. Ucząc dzieci, że jedzenie warzyw jest 'ble', przez karmienie ich nijakimi potrawkami ze słoiczka, budujemy ich niechęć do racjonalnego odżywiania w przyszłości. Dziecko dostaje bezsmakowe danie gotowe, po czym na stół wjeżdża 'pyszny i zdrowy danonek', który ma w sobie niemal tyle smakowitego cukru, co sam waży (czytając etykietę: ilość cukru w 100g produktu - 12,8g, łyżeczka cukru waży 5g, jeden danonek ma 90g, czyli w maleńkim pudełeczku znajdziemy ponad 2 łyżeczki cukru; a cukier jest nie byle jaki - syrop glukozowo-fruktozowy!), potem ciasteczka i biszkopciki dla dzieci, również ze składem tak bogatym, że mieści się drobnym druczkiem, znów z magicznym syropem glukozowo-fruktozowym, potem zdrowe i smaczne paróweczki dla dzieci. Czujecie kontrast?
bezsmakowy warzywny obiadek ze słoiczka - przepełniony smakiem cukru danonek - biszkoptowociasteczkowe słodkości - smakowite paróweczki
Co wybierze dziecko?
Bądźmy mądrzejsze. Przygotowując dzieciom bogaty w smaku posiłek warzywny przygotowujemy sobie fundamenty na przyszłość. Dziecko zje nawet szpinak, jeśli przyrządzimy go tak, że będzie i nam smakował (z czosnkiem, tymiankiem, jajkiem). Z chęcią pochłonie zupkę pomidorową, jeśli zrobimy ją na bogatym bulionie warzywnym, ze świeżego pomidorka podduszonego na 82% maśle z czosnkiem, z dodatkiem ryżu, świeżą natką pietruszki i bazylią. A może gotowana z porem kalarepka, zblendowana z bułeczką tartą delikatnie zrumienioną na maśle? Ślinka cieknie? Dziecku również. Jeśli od pierwszych posiłków będzie jadło smacznie, to i kilkulatek zje bogaty posiłek.
Zamieńmy danonki na rozgniecionego banana z jogurtem naturalnym, przyrządźmy w 3 minuty kisiel na podgotowanych owockach, budyń, upieczmy paluszki chlebowe, czy własny biszkopt. To naprawdę nie zajmie nam dużo czasu. W porównaniu z nerwami, których sobie zaoszczędzimy w przyszłości... W kolejnych postach będą przepisy. Wypróbowane. Posmakowane. Szybkie, zdrowe i wartościowe.
Gotujmy!
Pojawia się w głowie podstawowe pytanie - czy, jeśli będę karmić moje dziecko kupnymi daniami w słoiczkach, będę wyrodną matką?
Zwolenniczki gotowych posiłków swój wybór argumentują następująco: kupując warzywa, kupuję kota w worku - nie wiem, skąd pochodzą, czym były nawożone, czy były pryskane; kupując słoiczki mam pewność, że wszystkie produkty używane do produkcji obiadków, są najlepszej jakości.
Czy naprawdę jesteśmy tak naiwne aby wierzyć, że każda marchewka, ziemniaczek, jabłko itp. są oglądane ze wszystkich stron, zanim trafią do słoika? Że do mycia warzyw i owoców nie są używane środki chemiczne? Że te same płody rolne rosną w puszczy, z daleka od dróg, nie narażone na wchłanianie spalin? Że nie są opryskiwane? Że nie są nawożone preparatami przyspieszającymi wzrost i jednocześnie nie pozwalającymi na ich naturalne nasycanie witaminami i minerałami? Naprawdę?
Prawda jest smutna, niestety. Czy ktoś miał to szczęście samemu zbierać plony z przydomowego ogródka? Ja miałam. I jak wyglądają takie warzywa i owoce, które nie były opryskiwane, które były nawożone jedynie obornikiem? Po pierwsze - mają naturalny kolor, intensywny ZAPACH, są ponadgryzane przez ślimaki w ziemi, są zamieszkiwane przez robaczki penetrujące marchewkę, pomidory są ogromne, niemal bordowe, ociekające aromatycznym sokiem, a ich skórka ma na sobie sporo znamion. W produkcji masowej dziś już rolnicy nie pozwalają sobie na brak oprysków, bo połowa plonów poszłaby do odrzutu. A i sztuczne nawozy znacznie przyspieszają wzrost roślin, które przez to są pozbawione walorów smakowych i przede wszystkim odżywczych. I te właśnie plony trafiają do słoiczków.
Ale to tylko kilka argumentów natury 'moralnej'.
Teraz podejdźmy do tematu bardziej egoistycznie. Skalkulujmy.
Etykiety są po to, by je czytać. Jestem świadomą osobą, świadomą matką. Czytam więc. Skład przykładowego dania:
marchew (37%)
przecier pomidorowy (33,6%)
pietruszka
mięso z indyka (11%)
skrobia kukurydziana
woda (użyta do przyrządzenia)
olej rzepakowy niskoerukowy
pietruszka - natka (0,2%)
(Warzywa ogółem 82,8%)
I innego:
Marchewka (26%), przecier pomidorowy (18,7%) ziemniaki (18%), kleik ryżowy (9,9%), mięso z indyka (9,5%), woda, por (2,6%), seler, olej rzepakowy, pietruszka.
A teraz wyobraźmy sobie smak takiego dania. Mdły i nijaki, prawda? Prawda. Dlaczego nasze dziecko od maleńkości ma się uczyć, że jedzenie tak smakuje? Że jest mdlące i po prostu niesmaczne?
Do przyrządzania posiłków dla dzieci nie wolno dodawać soli, bo sól jest zła. To wiemy. Ale zioła są dobre. Dlaczego więc producenci gotowych dań nie dodają do nich bogatego bukietu warzyw (podstawowym warzywem jest marchew, która posiada właściwości absorpcji i kumulowania szkodliwych metali ciężkich i innych związków z gleby), dlaczego nie dodają świeżych pomidorów, lubczyku, bazylii, czosnku i wielu innych dobrych, wzbogacających smak ziół? Dlaczego dodają olej z rzepaku (prawie w 100% już modyfikowanego genetycznie, jak kukurydza), zamiast oleju lnianego, który posiada ogromne ilości kwasów DHA, porównywalne z ich zawartością w rybach?
Coraz powszechniej mówi się, że nawyki żywieniowe wpojone dzieciom od samego początku ich przygody z rozszerzaniem diety, przekładają się na ich nawyki żywieniowe w dalszym życiu. Ucząc dzieci, że jedzenie warzyw jest 'ble', przez karmienie ich nijakimi potrawkami ze słoiczka, budujemy ich niechęć do racjonalnego odżywiania w przyszłości. Dziecko dostaje bezsmakowe danie gotowe, po czym na stół wjeżdża 'pyszny i zdrowy danonek', który ma w sobie niemal tyle smakowitego cukru, co sam waży (czytając etykietę: ilość cukru w 100g produktu - 12,8g, łyżeczka cukru waży 5g, jeden danonek ma 90g, czyli w maleńkim pudełeczku znajdziemy ponad 2 łyżeczki cukru; a cukier jest nie byle jaki - syrop glukozowo-fruktozowy!), potem ciasteczka i biszkopciki dla dzieci, również ze składem tak bogatym, że mieści się drobnym druczkiem, znów z magicznym syropem glukozowo-fruktozowym, potem zdrowe i smaczne paróweczki dla dzieci. Czujecie kontrast?
bezsmakowy warzywny obiadek ze słoiczka - przepełniony smakiem cukru danonek - biszkoptowociasteczkowe słodkości - smakowite paróweczki
Co wybierze dziecko?
Bądźmy mądrzejsze. Przygotowując dzieciom bogaty w smaku posiłek warzywny przygotowujemy sobie fundamenty na przyszłość. Dziecko zje nawet szpinak, jeśli przyrządzimy go tak, że będzie i nam smakował (z czosnkiem, tymiankiem, jajkiem). Z chęcią pochłonie zupkę pomidorową, jeśli zrobimy ją na bogatym bulionie warzywnym, ze świeżego pomidorka podduszonego na 82% maśle z czosnkiem, z dodatkiem ryżu, świeżą natką pietruszki i bazylią. A może gotowana z porem kalarepka, zblendowana z bułeczką tartą delikatnie zrumienioną na maśle? Ślinka cieknie? Dziecku również. Jeśli od pierwszych posiłków będzie jadło smacznie, to i kilkulatek zje bogaty posiłek.
Zamieńmy danonki na rozgniecionego banana z jogurtem naturalnym, przyrządźmy w 3 minuty kisiel na podgotowanych owockach, budyń, upieczmy paluszki chlebowe, czy własny biszkopt. To naprawdę nie zajmie nam dużo czasu. W porównaniu z nerwami, których sobie zaoszczędzimy w przyszłości... W kolejnych postach będą przepisy. Wypróbowane. Posmakowane. Szybkie, zdrowe i wartościowe.
Gotujmy!
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Rozszerzanie diety niemowląt
Ten temat to pierwszy przełomowy moment w życiu świeżo upieczonych rodziców, jak i samych zainteresowanych. Niestety budzi wiele wątpliwości i pytań - kiedy, jak, od czego zacząć, w jakiej ilości. Jednak zapewniam - nie taki diabeł straszny! A więc po kolei.
KIEDY ZACZĄĆ ROZSZERZANIE DIETY NIEMOWLAKA?
To zależy - od stanu zdrowia dziecka oraz tego, czy dotychczas było karmione piersią, czy mlekiem modyfikowanym.
Jeśli dziecko jest zdrowe i rozwija się prawidłowo, wprowadzanie stałych pokarmów możemy zacząć, w przypadku karmienia piersią - po skończeniu 6. miesiąca życia, w przypadku karmienia sztucznego - już po skończeniu 4. miesiąca.
OD CZEGO ZACZĄĆ ROZSZERZANIE DIETY NIEMOWLAKA?
Zdecydowanie od warzyw. Konsekwentnie. Jak wiemy - owoce nam smakują, bo są słodkie. Warzywa już niestety mniej. Mając do wyboru zjedzenie jabłka albo brokuła, znakomita większość z nas wybrałaby jabłko. Nasze dzieci zrobią to samo. Dlatego w pierwszej kolejności konsekwentnie podajemy dziecku wyłącznie warzywa. Kiedy już dziecko posmakuje cały wachlarz, wtedy rozpoczynamy wprowadzanie owoców. Równocześnie możemy oczywiście podawać warzywa! Ale nigdy odwrotnie.
JAK ROZSZERZAĆ DIETĘ NIEMOWLAKA?
Powoli, po kolei i z umiarem.
Przygotujmy sobie notes, w którym zapisywać będziemy każde kolejne wprowadzone warzywo/owoc i reakcję dziecka na nie (czy wystąpiła alergia, czy dziecku smakowało).
Najlepiej sprawdza się zasada 3 dni - pierwszego dnia dajemy dziecku 2-3 łyżeczki zblendowanego na gładko, ugotowanego warzywa (jednego), drugiego dnia trochę więcej (powiedzmy 3-4 łyżeczki), trzeciego dnia 4-5 łyżeczek tego samego warzywa. Obserwujemy, czy nie występuje reakcja alergiczna (głównie spodziewamy się reakcji skórnej, czyli wysypki; najczęściej wystąpić może na brzuszku/twarzy). Notujemy. Wprowadzamy kolejne warzywo i postępujemy dokładnie według tego samego schematu. Po posmakowaniu przez dziecko warzyw, tak samo wprowadzamy owoce.
Od jakich warzyw zacząć? Najlepiej takich, które zwykle nie wywołują alergii u dziecka i jednocześnie nie powodują wzdęć (czyli nie zaczynamy od kalafiora/brokuła/kapusty/groszku). Starajmy się na początek wybierać delikatne warzywa. Świetnie sprawdzi się ziemniak, pasternak, marchew.
Wiem, że w momencie rozszerzania diety mamy przed oczami czarną plamę, jakie jeszcze warzywa możemy podać na początek. Dla ułatwienia mała ściągawka, w kolejności od najmniej alergizujących:
- ziemniak
- pasternak
- marchew
- słodki ziemniak
- dynia
- szpinak
- brokuł
- cukinia
- burak
- kalafior
- kalarepa
- groszek
- pietruszka
- seler (uwaga! jeden z głównych alergenów!)
Owoce:
- jabłko
- gruszka
- morela
- ciemna śliwka
- arbuz
- winogrona
- banan
- borówka amerykańska
- malina
- wiśnia
- czereśnia
Później możemy warzywa z owocami łączyć, aby urozmaicać smak posiłku, czyli na przykład burak z jabłkiem.
Pamiętajmy, że nie wszystko musi naszemu dziecko przypaść do gustu. Grunt, to się nie poddawać. Jeśli wyraźnie nie smakuje mu któraś z propozycji, nie porzucamy jej na zawsze. Wracamy konsekwentnie po kilku dniach przerwy. Jest szansa, że w końcu dziecku posmakuje.
Kiedy nasze niemowlę spróbowało już warzywnych i owocowych dobrodziejstw, czas na kolejny krok - zupki!
KIEDY ZACZĄĆ ROZSZERZANIE DIETY NIEMOWLAKA?
To zależy - od stanu zdrowia dziecka oraz tego, czy dotychczas było karmione piersią, czy mlekiem modyfikowanym.
Jeśli dziecko jest zdrowe i rozwija się prawidłowo, wprowadzanie stałych pokarmów możemy zacząć, w przypadku karmienia piersią - po skończeniu 6. miesiąca życia, w przypadku karmienia sztucznego - już po skończeniu 4. miesiąca.
OD CZEGO ZACZĄĆ ROZSZERZANIE DIETY NIEMOWLAKA?
Zdecydowanie od warzyw. Konsekwentnie. Jak wiemy - owoce nam smakują, bo są słodkie. Warzywa już niestety mniej. Mając do wyboru zjedzenie jabłka albo brokuła, znakomita większość z nas wybrałaby jabłko. Nasze dzieci zrobią to samo. Dlatego w pierwszej kolejności konsekwentnie podajemy dziecku wyłącznie warzywa. Kiedy już dziecko posmakuje cały wachlarz, wtedy rozpoczynamy wprowadzanie owoców. Równocześnie możemy oczywiście podawać warzywa! Ale nigdy odwrotnie.
JAK ROZSZERZAĆ DIETĘ NIEMOWLAKA?
Powoli, po kolei i z umiarem.
Przygotujmy sobie notes, w którym zapisywać będziemy każde kolejne wprowadzone warzywo/owoc i reakcję dziecka na nie (czy wystąpiła alergia, czy dziecku smakowało).
Najlepiej sprawdza się zasada 3 dni - pierwszego dnia dajemy dziecku 2-3 łyżeczki zblendowanego na gładko, ugotowanego warzywa (jednego), drugiego dnia trochę więcej (powiedzmy 3-4 łyżeczki), trzeciego dnia 4-5 łyżeczek tego samego warzywa. Obserwujemy, czy nie występuje reakcja alergiczna (głównie spodziewamy się reakcji skórnej, czyli wysypki; najczęściej wystąpić może na brzuszku/twarzy). Notujemy. Wprowadzamy kolejne warzywo i postępujemy dokładnie według tego samego schematu. Po posmakowaniu przez dziecko warzyw, tak samo wprowadzamy owoce.
Od jakich warzyw zacząć? Najlepiej takich, które zwykle nie wywołują alergii u dziecka i jednocześnie nie powodują wzdęć (czyli nie zaczynamy od kalafiora/brokuła/kapusty/groszku). Starajmy się na początek wybierać delikatne warzywa. Świetnie sprawdzi się ziemniak, pasternak, marchew.
Wiem, że w momencie rozszerzania diety mamy przed oczami czarną plamę, jakie jeszcze warzywa możemy podać na początek. Dla ułatwienia mała ściągawka, w kolejności od najmniej alergizujących:
- ziemniak
- pasternak
- marchew
- słodki ziemniak
- dynia
- szpinak
- brokuł
- cukinia
- burak
- kalafior
- kalarepa
- groszek
- pietruszka
- seler (uwaga! jeden z głównych alergenów!)
Owoce:
- jabłko
- gruszka
- morela
- ciemna śliwka
- arbuz
- winogrona
- banan
- borówka amerykańska
- malina
- wiśnia
- czereśnia
Później możemy warzywa z owocami łączyć, aby urozmaicać smak posiłku, czyli na przykład burak z jabłkiem.
Pamiętajmy, że nie wszystko musi naszemu dziecko przypaść do gustu. Grunt, to się nie poddawać. Jeśli wyraźnie nie smakuje mu któraś z propozycji, nie porzucamy jej na zawsze. Wracamy konsekwentnie po kilku dniach przerwy. Jest szansa, że w końcu dziecku posmakuje.
Kiedy nasze niemowlę spróbowało już warzywnych i owocowych dobrodziejstw, czas na kolejny krok - zupki!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










