czwartek, 29 października 2015

Przegląd kremów dla niemowląt - cz.1 Emolium

Udałam się wczoraj do jednej z moich ulubionych drogerii w poszukiwaniu kremu na przesuszoną po lecie skórę mojego dziecka. Niestety skuteczny do niedawna kremik Hipp nie daje rady na mocno przesuszoną skórę. Stanęłam więc przed półką i dokładnie naprzeciwko moich oczu ujrzałam czerwone logo popularnego Emolium. Chwyciłam więc krem od 1. dnia życia i od razu mój wzrok powędrował na tył opakowania, tropiąc szczegółowy skład kremu. Jako że producent informuje, ze krem można stosowac juz od dnia narodzin, czyli w okresie maksymalnej przepuszczalnosci skóry, spodziewałam się ujrzeć skład krótki i delikatny. Moje rozczarowanie sięgnęło zenitu, kiedy zobaczyłam długą listę składników i to nie byle jakich składników! Podziwiam producenta za odwagę i bezczelność, aby przeznaczać produkt pełen parabenów, PEGów, drażniącego oczy fenoksyetanolu i innych chemikaliów dla nowonarodzonych maluchów. Nie użyłabym go nawet ja, a co dopiero dziecko ze skórą cienką i przepuszczalną jak pergamin.
Niewypał ten, mimo atrakcyjnej promocji cenowej, pospiesznie odstawiłam na półkę i pospieszyłam donieść Mądrym Mamom -

OGROMNY minus dla produktów Emolium.

Za niedopuszczalny skład i nieodpowiedzialność.

środa, 21 października 2015

Pomysł na śniadanie - potrawka wg Pięciu Przemian

Dzisiejszy przepis pochodzi z wyjątkowo wartościowej kuchni chińskiej wg Pięciu Przemian. Mój syn mógłby ją jeść codziennie, rano chodzi za mną trzymając w rączkach swoją miseczkę, żeby już nałożyć mu ulubioną zupkę śniadaniową.

Dieta wg Pięciu Przemian jest wyjątkowo zdrowa, zbilansowana, pełna wartości odżywczych. Pomaga ustabilizować masę ciała na optymalnym poziomie, poprawia przemianę materii. Owe pięć przemian to pięć żywiołów - Ogień, Drzewo, Ziemia, Metal i Woda. Odpowiadają im poszczególne smaki - ostry, słodki, słony, gorzki i kwaśny, którym są przypisane konkretne rodukty spożywcze. Istotna jest kolejność dodawania każdego smaku podczas gotowania potraw, dlatego należy trzymać się podanego przepisu i dodawac produkty wg kolejności w nim podanej.

Oto przepis:
- 2 litry wrzącej wody, kilka wędzonych śliwek oraz orzechów włoskich (można zastąpić migdałami)
- 8 łyżek kaszy jaglanej, 4 łyżki kaszy kukurydzianej, 3 łyżki rodzynek, 3 łyżki ziaren słonecznika, 1 marchew, cynamon
- plasterek świeżego imbiru lub imbir suszony
- algi morskie i odrobina soli
- 2 jabłka tarte ze skórką

Zagotuj wodę, dodaj umyte i pokrojone w paseczki śliwki oraz posiekane orzechy (migdały). Wsyp wyplukaną kaszę jaglaną i kaszę kukurydzianą, sparzone rodzynki, słonecznik i startą marchew, szczyptę cynamonu oraz plasterek świeżego imbiru (posiekany), algi morskie i sól (większa szczypta). Następnie starte jabłka.  Gotuj około 40 min.
Aby potrawka była bardziej słodka, mozna dodac pokrojone daktyle.
Jeśli jabłka kupujemy w markecie, lepiej obrać je ze skórki przed ścieraniem.

PAMIĘTAJMY, ABY WSZYSTKIE SKŁADNIKI DODAWAĆ W PODANEJ KOLEJNOŚCI!

Potrawkę można przechowywac kilka dni w lodówce i podgrzewać porcję w osobnym rondelku (moje roczne dziecko zjada porcję około 5 dużych łyżek).

Polecam tą potrawę wszystkim, szczególnie ciezarnym, to doskonały sposob na śniadanie dla przyszłych mam cierpiących na cukrzycę ciążową (pomijamy daktyle).

sobota, 10 października 2015

Na odporność dla najmłodszych, trochę starszych i dorosłych - BANAN

Przed nami najmniej przyjemny sezon w roku - pora przejściowa. Łapiemy katar dosłownie z powietrza, zasypiamy zdrowi, budzimy się z kaktusem w gardle i kichamy zupełnie jakby ktoś nam podstawił miskę pieprzu pod nos. Żłobki, przedszkola i szkoły zamieniają się w istne inkubatory zarazków, dzieci chorują niemal bez przerwy. Sytuacji nie poprawia postępowanie lekarzy, którzy na katar przepisują antybiotyk, a ten zamiast pomóc, dodatkowo obniża odporność. I niestety, nierzadko kiedy naprawdę jest potrzebny, przez takie lekkomyślnie nadużywanie tej metody leczenia, już nie działa.

A zdecydowanie lepiej jest ZAPOBIEGAĆ, niż leczyć.

Bądźmy konsekwentni. Skoro wierzymy w leczniczą moc antybiotyków, ktore notabene pochodzą z natury, zaufajmy także prewencyjnej mocy składników pochodzenia naturalnego.

Dziś BANANY. Bajecznie pyszne, bogate w smaku, słodkie, o cudownej konsystencji... I co najważniejsze - są bardzo zdrowe.  Łatwo dostępne, tanie i nie powodują skutków ubocznych.

Jak przygotować bananowy eliksir zdrowia?

2 dojrzałe (a więc takie z ciemniejącą skórką - nie trzymane w lodówce) rozgniatamy dokladnie i rozcieramy z 2 łyżkami brązowego cukru. Zalewamy 2 szklankami wrzątku, przykrywamy i pozostawiamy na pół godziny. Dla dorosłych i dzieci powyżej 3 lat, cukier zastępujemy miodem, który dodajemy po tych 30 minutach. Podajemy minimum 4 łyżki w ciągu dnia.

Jest to skuteczna metoda leczenia kaszlu, infekcji górnych dróg oddechowych. Pomoże takze w zwalczaniu zapalenia oskrzeli.

Przepis na obiadek dla niemowląt - zupa ze świeżych pomidorów

Szybko, łatwo, zdrowo i smacznie!

Co potrzeba:
- ok. 0,75l wody
- 1 duży bądź 2 mniejsze pomidory
- mały ząbek czosnku
- mała łyżeczka prawdziwego masła
- kilka listków świeżej bazylii lub pół łyżeczki suszonej
- 1 duża marchewka
- pół niedużej pietruszki
- kawałeczek selera
- ok. 4 cm białej części pora
- mały liść laurowy
- ziarenko ziela angielskiego
- listek lubczyku świeżego bądź szczypta suszonego
- garść ryżu

JAK PRZYGOTOWAĆ:
Do garnka wlewamy wodę, dodajemy obrane, umyte i drobno pokrojone warzywa, liść laurowy, ziele angielskie i lubczyk. Gotujemy okolo 15 minut. W miedzyczasie płuczemy garść ryżu, zalewamy szklanką wody i gotujemy na małym ogniu aż ryż wchłonie całą wodę (najlepszy będzie rozgotowany). NIGDY NIE PODAJEMY DZIECKU RYŻU GOTOWANEGO W WORECZKACH!!!!! WORECZKI POD WPŁYWEM WYSOKIEJ TEMPERATURY WYDZIELAJĄ TOKSYCZNY BISFENOL A (tzw. BPA). Pomidora obieramy ze skórki, wrzucamy na rozgrzaną patelnię, dodajemy masło i rozgnieciony czosnek, minimalizujemy ogień i pozostaeiamy przez okolo 10 min od czasu do czasu mieszając. Pod koniec dodajemy bazylię. Całość wrzucamy do gotujacego się wywaru, dodajemy szczyptę soli jodowanej i gotujemy jeszcze ok. 10-15 min. Wlewamy porcję do miseczki, dodajemy ryż, małą łyżeczkę oleju lnianego i podajemy małemu smakoszowi. Mój był zachwycony!


piątek, 18 września 2015

Przepis na rozgrzewającą zupę dyniową dla niemowląt

Mój Krasnoludek obudził się ostatniej nocy o 23 z katarem, kaszlem i temperaturą 38 stopni. Zadziwia mnie sprawność jego układu odpornościowego - o 8:30 rano po całym zamieszaniu został jedynie lekki katar. Cóż to za radość, że moje wysiłki wkładane w jego odżywianie i pielęgnacje przynoszą tak pozytywne skutki!

Z okazji kataru (i nagłego ochłodzenia) postanowiłam przyrządzić mu na obiad rozgrzewający eliksir zdrowia. Zmajstrowałam zupę dyniową.


CO POTRZEBA:
- mały kawałek dyni
- 2 średnie ziemniaki
- 1 duża, bądź 2 małe marchewki
- ok. 5 cm kawałek słodkiego ziemniaka
- ok. 5 cm kawałek pora
- mały ząbek czosnku
- 1 cząstka pomarańczy
- natka pietruszki
- kawałek imbiru
- papryka słodka
- kurkuma
- szczypta soli himalajskiej
- łyżka oliwy z oliwek
- łyżeczka oleju lnianego
- plasterek chleba


JAK ZROBIĆ:
Dynię, ziemniaki i marchewkę kroimy w nieduża kostkę. Czosnek siekamy. Pora przekrawamy wzdłuż na 4 części i kroimy drobno. Do garnka wlewamy oliwę z oliwek, dodajemy pora i czosnek, włączamy palnik i cały czas mieszając, podgrzewamy minutę, następnie dodajemy pokrojone warzywa i mieszamy przez około 3-4 minuty. Dolewamy 0,75 l wody i gotujemy około 20 minut. Po tym czasie dodajemy miąższ pomarańczy, posiekaną natkę pietruszki, starty na tarce imbir, pół łyżeczki papryki i 1/3 łyżeczki kurkumy i sól. Gotujemy jeszcze 10 minut. Blendujemy i nalewamy porcję do miseczki, dodajemy olej lniany i mieszamy. Na suchej patelni podgrzewamy chleb, przewracając, aby się nie przyrumienił (jeśli mamy toster, przygotowujemy w nim grzankę). Kroimy w kostkę, posypujemy grzankami zupę i podajemy.


czwartek, 17 września 2015

Płatki ryżowe - cudowny wynalazek!

Płatki ryżowe - to moje najnowsze odkrycie, w którym zakochałam się od pierwszego przygotowania dla mojego dziecka i zaraz po tym mianowałam je cudownym wynalazkiem przemysłu spożywczego!

Do (bardzo)niedawna odczuwałam do nich niechęć, ba, wszak wstręt! Zostałam do nich zrażona podczas szpitalnego leczenia salmonellozy. Wygłodniała i wycieńczona dostawałam na wszystkie posiłki dnia bezsmakową paciaję, bez ziarenka soli, czy cukru. I mimo głodu i braku sił nie byłam w stanie jej przełknąć.  Aż tu nagle kilka dni temu, podczas robienia e-zakupów w zbawiennym 'tesko pe-el' wpadłam na nie. Zamówiłam. Pan przywiózł. Rozpakowałam. Podwinęłam rękawy i wzięłam się do dzieła - postanowiłam odczarować płatki ryżowe.

Przygotowałam. Spróbowałam ja. Spróbował i pochłonął mój potomek. I się zakochałam! On też. I duży On przy okazji także. Nic prostszego, nic szybszego, nic smaczniejszego. Dosłownie 4 minuty i pyyyyyyszny posiłek gotowy.


Pół szklanki wody, pół szklanki mleka (co daje 1 szklankę płynu), chwila na kuchence aż się podgrzeje, kilka łyżek płatków, 2 minuty gotowania. W międzyczasie banan rozgnieciony widelcem, pół kubeczka jogurtu naturalnego prosto z lodówki, do tego świeżo przygotowane płatki ryżowe et voila! DELICJE.


Każdy dowolny owoc dozwolony.

Płatki te możemy także wykorzystać jako dodatek do dania obiadowego, do zagęszczenia zupki.


Dziś przyniosłam ze sklepu płatki jaglane. Myślę, że będą równie smaczne, a może nawet bardziej? Na pewno o wiele bogatsze w substancje odżywcze. Bo proso to też superfood!


niedziela, 13 września 2015

Dlaczego nie wolno podawać niemowlętom niemodyfikowanego mleka krowiego?


Wyniki badań dowodzą, że wczesne wprowadzanie pełnego mleka krowiego może prowadzić do mikrokrwawień w przewodzie pokarmowym.

Podawanie takiego mleka również obciąża organizm (przede wszystkim nerki) nadmierną ilością białka i soli mineralnych.

Dodatkowo oczywiście niemodyfikowane mleko krowie może sprzyjać rozwojowi alergii.

Niewielkie ilości mleka, jedynie jako składowa przygotowywanych posiłków, można wprowadzać najwcześniej po skończeniu przez dziecko 12. miesiąca życia. Po tym okresie dzienne spożycie mleka krowiego nie może przekraczać 500 ml dziennie (według Komitetu Żywienia ESPGHAN). Należy zaznaczyć, że jeśli decydujemy się na podanie takiego mleka, musi to być mleko pełnotłuste.



poniedziałek, 7 września 2015

O co właściwie chodzi z tym kąpaniem?

To pytanie zadała mi niedawno jeszcze bezdzietna koleżanka.

Czy noworodki/niemowlęta trzeba kąpać codziennie?

Teoretycznie nie. Teoretycznie nie trzeba kąpać dziecka, które 'nie jest brudne'.

Ale w codziennej kąpieli nie tylko o czystość chodzi. Dążymy do tego, aby kąpiel była dla maluszka codziennym rytuałem, chwilą relaksu i uspokojenia sam na sam z rodzicami, stałym punktem dnia, który poprzedza nocny sen. Bo to my, rodzice, musimy małego człowieka nauczyć odróżniać dzień od nocy. A codzienna wieczorna kąpiel zdecydowanie nam w tym pomoże, gdyż ta czynność odróżnia się od innych aktywności w ciągu całego dnia.


Jeśli obawiamy się o delikatną skórę naszego maleństwa, nie używajmy regularnie typowych płynów, czy mydełek myjących. Pamiętajmy, że skóra dziecka do 3. roku życia jest bardzo przepuszczalna i tak, jak wchłania szkodliwe substancje chemiczne z kosmetyków (parabeny, PEGi, konserwanty, alkohole i in.), tak samo wchłania te dobroczynne, zawarte w naturalnych olejach. 

Aby kąpiel nabrała dobroczynnych właściwości, do wody możemy dodać np.:

- olej z pestek winogron - to bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych i witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, a także minerałów. ;

- olej kokosowy - bogate źródło przede wszystkim kwasu laurylowego i kaprylowego, które mają mnóstwo prozdrowotnych właściwości (oddziałują nawet na funkcje tarczycy, oczyszczają organizm z drożdżaków i pasożytów, wspomagają układ pokarmowy), ale także wielu witamin; należy do tzw. superfood;

- oliwę z oliwek bądź zwykłą oliwkę dla dzieci.


Producenci kosmetyków dla dzieci oferują szereg tzw. emolientów. Jednak zdecydowana większość z nich zawiera substancje chemiczne (wspomniane wyżej), które mogą podrażniać skórę, powodować zaczerwienienie bądź alergie.  Mądra Mama wybierze bardziej bezpieczne, naturalne i tańsze rozwiązanie :)


Szczególnie latem skóra niemowląt jest narażona na pojawienie się na niej potówek (drobne, czerwone krostki, zwykle wypełnione przezroczystym płynem). Bardzo skutecznym lekarstwem na ten problem jest wypróbowana przez wiele mam kąpiel w krochmalu. Krochmal to nic innego jak 'czysty' kisiel! Nie musimy wychodzić do apteki w poszukiwaniu gotowego. Wystarczy garnek z wrzącą wodą i kilka łyżek mąki ziemniaczanej. I ratunek dla maluszka gotowy!


czwartek, 3 września 2015

Przepis na obiadek dla niemowląt - szpinak z łazankami

Prawdziwa bomba magnezowo-żelazowa, czyli coś, czego niemowlęta po 6. miesiącu życia potrzebują tyle, co dorosły mężczyzna.
Ponadto warto wiedzieć, jak wartościowy jest szpinak. Udowodniono jego właściwości przeciwnowotworowe. Zawiera mnóstwo witaminy C, luteiny i beta-karotenu, także kwasu foliowego, potasu, witaminy K, E i witamin z grupy B - z tego powodu jest także bardzo wskazany dla kobiet w ciąży.

Mamy akurat sezon na szpinak, na bazarkach warzywnych jest go mnóstwo, więc grzechem byłoby nie wykorzystać tego daru natury.



CO POTRZEBA:
- świeże liście szpinaku (4 duże garście)
- 1 jajko
- makaron łazanki*
- łyżka masła
- 1 mały ząbek czosnku
- mała szczypta gałki muszkatołowej
- duża szczypta tymianku


JAK PRZYGOTOWAĆ:
Szpinak myjemy. Do małego garnka dodajemy łyżkę prawdziwego masła i rozgnieciony czosnek, podgrzewamy około 10-15 sekund (nie rozpuszczamy masła całkowicie). Dodajemy szpinak (rwiemy listki nad garnkiem; surowe liście mają ogromną objętość, po uduszeniu będzie ich malutko). Dusimy około 1 minuty, dodajemy gałkę muszkatołową i tymianek. Po około 3-4  minutach dodajemy posikane, ugotowane na twardo jajko, jeszcze 2 minuty pozostawiamy na ogniu, mieszając od czasu do czasu. Blendujemy (uduszone liście szpinaku mają dość ciągnącą strukturę, co może zniechęcić malucha), dodajemy posiekane łazanki.

*Łazanki możemy zastąpić innym makaronem, także bezglutenowym

wtorek, 1 września 2015

Przepis na obiadek dla niemowląt - zupa koperkowa z lanymi kluseczkami

Dzisiaj na stoliku mojego małego przystojniaka królowała zupka koperkowa z wiejskim kurczakiem i lanymi kluseczkami.

Koper - magiczna roślina, bogata w witaminy (B, C, D, E, H i K) oraz magnez, żelazo, wapń i fosfor. Działa moczopędnie (oczyszcza nerki), wspomaga trawienie, hamuje rozwój szkodliwych mikroorganizmów w jelitach. Magiczny, bo dawno temu, wieszany w oknie obok czosnku, chronił przed złymi duchami :)

Jak przyrządzić zupkę? Niezbędny będzie bogaty bulion warzywny, żeby wzbogacić smak zupy.


CO POTRZEBA:

Składniki na zupę
- marchew (1 duża, bądź 2 mniejsze)
- pół korzenia pietruszki
- ok. 5 cm kawałek pora
- 1 łodyga selera naciowego
- 2 listki świeżego lubczyku bądź pół łyżeczki suszonego
- 1 duży, bądź 2 małe ziemniaki
- pęczek koperku
- ok. 40 g ugotowanego chudego mięska

Składniki na lane kluseczki
- 1 jajko
- 3 płaskie łyżki mąki pszennej lub kukurydzianej
- 1 łyżka mąki

Gotujemy bulion na 1 litrze wody (warzywa myjemy, obieramy i kroimy, poza koperkiem). Po około 40 min gotowania na malutkim ogniu dodajemy posiekany koperek, gotujemy jeszcze 15 minut.
W tym czasie do kubeczka wbijamy jajko, dodajemy mąkę i wodę, dokładnie miksujemy. Masa ma być gładka i mieć konsystencję ciasta naleśnikowego. Do małego garnka wlewamy szklankę wody, dodajemy 5 łyżek bulionu i zagotowujemy. Kiedy woda zacznie wrzeć, nabieramy masę na kluseczki łyżką i polewamy niedużą stróżką na wrzątek. Gotujemy około minuty. Do bulionu dodajemy mięso, 2 łyżki oleju lnianego i blendujemy. Porcję zupki przelewamy do miseczki, dodajemy porcję kluseczek i podajemy małemu smakoszowi :)


sobota, 29 sierpnia 2015

Rozszerzanie diety niemowląt w pigułce

W telegraficznym skrócie...

Według najnowszych wytycznych (ustalonych przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności EFSA) rozszerzanie diety niemowląt należy rozpocząć nie wcześniej niż przed ukończeniem 17. tygodnia życia i nie później niż po ukończeniu 26. tygodnia. Wtedy to dojrzewa u maluchów zdolność przyjmowania pokarmów stałych i jednocześnie zanika odruch ich usuwania z jamy ustnej. Rośnie zapotrzebowanie na węglowodany, tłuszcze, białka, żelazo, cynk i in., którego nie jest już w stanie zaspokoić mleko.

Pokarmy stałe mają stopniowo zastępować mleko. Pod koniec pierwszego roku życia niemowlę powinno przyjmować 2, maksymalnie 3 posiłki mleczne w ciągu doby.

Rozszerzanie diety rozpoczynamy od warzyw, gdyż rozwijanie akceptacji ich smaku jest trudniejsze niż owoców. Z uwagi na możliwość występowania reakcji alergicznych wprowadzamy je pojedynczo i po trochu, po 3-4 łyżeczki (przed wprowadzeniem nowego warzywa/owocu, musimy odczekać 3 dni, w ciągu których może wystąpić objaw alergii, przeważnie skórny, na daną 'nowość').

Według WHO w wieku 6-8 miesięcy konsystencja pokarmów powinna być papkowata, dokładnie rozdrobniona i gładka. Następnie konsystencja powinna zmieniać się na bardziej grudkowatą. W wieku 9-11 miesięcy pokarmy już drobno siekamy, a miękkie możemy podać dziecku do rączki. Nie warto dłużej zwlekać z podawaniem pokarmów coraz mniej rozdrobnionych, gdyż zdolność żucia rozwija się u dzieci najszybciej do 10. miesiąca życia. Jednak należy znaleźć złoty środek, gdyż dziecko może się zniechęcić, gdy otrzyma pokarm, którego nie jest w stanie przeżuć.
Mój synek nauczył się żuć na krążkach ryżowych - dostawał je do rączki gdy miał mniej więcej 7 miesięcy. Na początku je ssał aż rozmiękły, następnie kiedy pojawiły się pierwsze dolne ząbki, nauczył się odrywać suche kawałki, a odgryzać, gdy miał komplet jedynek.


Mięso wprowadzamy do diety możliwie wcześnie, ze względu na zawartość pełnowartościowego białka, łatwo przyswajalnego żelaza, cynku,  witaminy B12 i wielu aminokwasów. Rozpoczynamy od drobiu (indyka, kurczaka, kaczki, gęsi), jagnięciny i wołowiny. Nie ma danych naukowych, które wskazywałyby na określoną kolejność wprowadzania gatunków mięsa.
Początkowo dziecko powinno dostawać nie więcej niż 10g ugotowanego mięsa dziennie, ilość stopniowo należy zwiększać aż do około 20g w wieku 12 miesięcy.
Jednak są źródła, które podają, że przy dobrze zbilansowanej diecie, wystarczy podawać mięso 3 razy w tygodniu, aby nie obciążać nerek nadmierną ilością białka.
Mięso powinno być możliwie najwyższej jakości (lepiej powstrzymać się od jego podania, jeśli jedynym dostępnym jest tanie mięso kurczaka z supermarketu, nieznanego pochodzenia ).

Zalecane jest podawanie tłustych ryb morskich 1 raz w tygodniu. Należy jednak rozważyć ich wprowadzanie ze względu na nasycenie toksycznymi związkami rtęci i dioksynami. W przypadku powstrzymania się od ich podawania, należy zapewnić dziecku zastępcze źródło kwasów DHA (np. olej lniany).

Gluten - optymalnym momentem na rozpoczęcie ekspozycji na ten silny alergen to 6. miesiąc życia. Nie zaleca się podawania go przed ukończeniem 4. miesiąca życia oraz po ukończeniu 7. miesiąca. Jest to temat budzący wątpliwości i wymaga uwagi, dlatego poświęcę na niego osobny post.

Jajka - białko jaja również należy do alergenów. Do niedawna zalecenia dotyczyły wprowadzania początkowo wyłącznie żółtka. Obecnie dominuje stanowisko ostrożnego (jak w przypadku wszystkich potencjalnych alergenów) wprowadzania całego jajka, ze względu na brak dowodów naukowych na konieczność podawania białka w późniejszym okresie, nawet jeśli w wywiadzie rodzinnym występowała reakcja alergiczna.

Soki - wyłącznie 100% (świeżo wyciskane, przecierowe). Niemowlę może wypić maksymalnie 150ml takiego soku, przy czym jest on traktowany jako posiłek (owocowy/warzywny), a nie napój.

Według najnowszego SCHEMATU ŻYWIENIA w wieku:

5-6 mies. dziecko powinno otrzymywać:
- 4 posiłki mleczne
- 1 gładką papkę warzywną lub owocową
- kaszkę bezglutenową (od 6. mies. niewielką ilość kaszki zbożowej z glutenem)

7-12 mies. dziecko powinno otrzymywać:
- 3 posiłki mleczne
- jogurt naturalny, sery i kefir
- zmiksowane/posiekane mięso/ryby
- rozgniecione ugotowane warzywa/owoce
- miękkie kawałki owoców/warzyw do rączki
- kasze

Dopiero po ukończeniu 12 miesięcy dziecko może otrzymać niewielkie ilości pełnego mleka krowiego (do przygotowania posiłków uzupełniających).

Podstawowym napojem od samego początku powinna być WODA (niemowlęta karmione wyłącznie piersią nie muszą być dopajane, te karmione mlekiem modyfikowanym powinny). Nawet jeśli dziecko od początku się krzywi, nie chce jej pić i odpycha butelkę/kubeczek - nie poddawajmy się. Podejmujmy regularne próby nauczenia dziecka jej picia.




czwartek, 27 sierpnia 2015

Miód - czy można podawać niemowlętom?

Sporo matek zadaje sobie to pytanie - czy mogę podać dziecku miód? Niektóre babcie i prababcie zachęcają do pojenia nawet noworodków wodą z miodem. Czy to bezpieczne?

Zdecydowanie nie. Dlaczego?

Po pierwsze: Większość z nas obawia się miodu ze względu na możliwość wystąpienia alergii u niemowlęcia po jego spożyciu. Kilka słów najpierw więc o niej - co może uczulić w miodzie? Mogą uczulić pyłki roślin, białka pszczół, czy zarodniki pleśni i drożdżaków. Najsilniejsza reakcja uczuleniowa wystąpić może u osób, które mają alergię na pyłki i jad owadzi. Mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia alergii po spożyciu miodu dotyczy osób, które nie mają żadnych alergii. Szczególnie niezalecane jest podawanie miodu dzieciom, których rodzice mają alergię bądź na miód, bądź na pyłki, czy jad owadów. Te dzieci mają nawet do 40% szans na reakcję uczuleniową jeśli taka występuje u jednego z rodziców oraz do 80% szans jeśli występuje u obojga.


Po drugie: Clostridium botulinum. To po łacinie, a po naszemu - laseczka jadu kiełbasianego. Groźna bakteria przetrwalnikowa, wytwarzająca jedną z najsilniejszych i najlepiej poznanych neurotoksyn - toksynę botulinową. Mówiąc kolokwialnie - bakteria ta lubi miód. Sama w sobie nie jest niebezpieczna, najgroźniejsza jest toksyna, którą wydziela. Choroba, którą wywołuje, nazywana jest botulizmem. Dojrzały organizm ma w większości przypadków wystarczającą odporność, by poradzić sobie z zakażeniem po spożyciu zanieczyszczonego przetrwalnikami miodu. Niestety u niemowląt odporność jest jeszcze zbyt słaba, by zwalczyć zakażenie. U nich zakaźna jest nie tylko sama toksyna, ale i spożycie formy przetrwalnej C. botulinum (przetrwalników), z których w przewodzie pokarmowym dojrzewają bakterie, a te wytwarzają botulinę.
Najczęściej pierwszymi objawami zatrucia są zaburzenia widzenia, suchość w jamie ustnej (przyczyniająca się do trudności w odkrztuszaniu), długotrwałe zaparcia, postępująca apatia i zanik siły mięśniowej, w ciężkich przypadkach zaburzenia oddychania, uszkodzenia serca i paraliż. U niemowląt pierwsze objawy mogą wystąpić już od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin od spożycia zatrutej żywności.

Problem botulizmu dziecięcego po spożyciu miodu był do tej pory bagatelizowany i 'niedoceniany'. Najnowsze światowe badania wskazują, że ponad połowa przypadków dzieci z botulizmem była spowodowana spożyciem zakażonego miodu. Okazuje się, że toksyna botulinowa może być powodem dużej części przypadków nagłej śmierci łóżeczkowej. Często po prostu botulizm dziecięcy jest źle diagnozowany. W związku z tymi doniesieniami zdecydowanie nie zaleca się podawania tej złotej słodkości niemowlętom w ich pierwszym roku życia, a dla bezpieczeństwa coraz częściej i w drugim.
Trzeba podkreślić, że gotowanie nie eliminuje problemu ze względu właśnie na przetrwalniki (nie dość, że są odporne na temperaturę nawet powyżej 100 st. C, to w dodatku podwyższona temperatura prowokuje je do rozwoju).


Przepis na deser dla niemowląt - ciepłe lody z malinami

Zastanawiałam się dziś, co zaserwować Młodemu Człowiekowi przed wyjściem z domu. Zapowiadały się długie wojaże, bez możliwości porządnego uzupełnienia kalorii, a więc musiał dostać coś sycącego.

Krótka chwila kombinatoryki i powstał deser godny króla (i królowej!), przypominający ciepłe lody z gorącymi malinami. Pewnego lata takie lody (zimne) podbiły moje serce w dawnej knajpce Muza na ul. Chmielnej.


CO UŻYŁAM:
- 1/3 kostki pótustego twarogu naturalnego
- 1/2 małego kubka jogurtu naturalnego
- duża garść malin
- opcjonalnie garść makaronu, żeby było bardziej sycące


JAK ZROBIŁAM:
Ser przełożyłam do miseczki, rozgniotłam widelcem, dodałam jogurt i wymieszałam na gładką masę. Makaron (nitki) ugotowałam i posiekałam, wymieszałam z masą serową i przełożyłam do pucharka. Maliny umyłam, włożyłam do rondelka i postawiłam na ogniu na kilka minut, mieszając garnuszkiem, żeby owoce się nie rozpadły, tylko dobrze podgrzały i puściły trochę soku. Przełożyłam na wierzch masy serowej. Deser zniknął w kilka minut :) Oto jak wyglądał:



środa, 26 sierpnia 2015

Jak zrobić konfiturę z borówki amerykańskiej i malin

Otworzyłam dziś lodówkę i zaatakowały mnie pudełka z borówką amerykańską i malinami, pachnące, wprost z ogrodu teściów - synek je uwielbia. Postanowiłam więc zamknąć dla niego trochę lata w słoiczkach - zrobiłam konfiturę! Będzie idealna na zimę do jogurtu naturalnego, owsianki, czy kisielu.

Czas na wskazówki!


CO POTRZEBA:
- świeża borówka amerykańska i maliny (ilość i proporcja dowolna)
- nieduży garnek
- umyte i wyparzone słoiczki


JAK PRZYGOTOWAĆ:
Owoce przebieramy (aby nie trafiły się spleśniałe), dokładnie płuczemy na sitku i wrzucamy do garnka. Na małym ogniu podgrzewamy około 15-20 minut aż owoce puszczą sok (bez przykrycia). Staramy się nie mieszać łyżką, tylko całym garnkiem, żeby owoce były jak najmniej rozgniecione. W międzyczasie przygotowujemy słoiczki i wieczka - myjemy płynem do naczyń, płuczemy i na koniec zalewamy wrzątkiem z czajnika. Gorące owoce nakładamy łyżką do słoiczków, brzegi wycieramy do sucha papierowym ręcznikiem kuchennym, dokładnie zakręcamy. W garnku o dużym dnie rozkładamy ściereczkę, stawiamy słoiczki tak, żeby się nie stykały, a woda mogła swobodnie między nimi przepływać i napełniamy zimną wodą do poziomu 1,5 -2 cm poniżej wieczka. Zagotowujemy, minimalizujemy ogień i gotujemy jeszcze przez 10 minut. Wyjmujemy, dokręcamy wieczka i stawiamy do góry dnem do całkowitego ostygnięcia. Gotowe :)


wtorek, 25 sierpnia 2015

Przepis na obiadek dla niemowląt - żółta zupka

Otworzyłam dziś lodówkę w poszukiwaniu inspiracji na obiadek dla mojego 11-miesięczniaka. Znalazłam kalarepę i żółtą fasolkę. I powstała żółta, letnia zupka:



SKŁADNIKI:
- 1 kalarepa
- spora garść żółtej fasolki szparagowej
- pół niedużego korzenia pietruszki
- 1 łodyga selera naciowego (uwaga, alergen!)
- 1 mała marchewka
- ok. 5cm kawałek białej części pora
- 1 duży lub 2 małe ziemniaki
- 1 ziarenko ziela angielskiego
- 1 mały liść laurowy
- kilka listków lubczyku
- łyżeczka posiekanego koperku
- szczypta kurkumy
- opcjonalnie - płaska łyżka masła, trochę bułki tartej


WYKONANIE:

Do garnka wlewamy 1 litr wody, stawiamy na kuchence, podgrzeway. Marchewkę i pietruszkę obieramy, kroimy w talarki. Pora kroimy w talarki lub słupki. Seler obieramy z włókien, kroimy. Warzywa wrzucamy do gotującej się wody, dodajemy ziele angielskie, liść laurowy, lubczyk. Kalarepę i ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę. W fasolce odkrawamy oba końce, kroimy na mniejsze części. Wrzucamy do reszty warzyw. Dodajemy szczyptę kurkumy. Gotujemy ok. 20 minut, pod koniec dodajemy koperek. i gotujemy jeszcze kilka minut. Opcjonalnie: na koniec na patelni roztapiamy masło (na maleńkim ogniu, nie pozwalamy mu się smażyć), kiedy jest prawie roztopione dodajemy ok. 2 łyżki bułki tartej. Kilka sekund mieszamy i dodajemy do gotującej się zupy (możemy to zrobić razem z koperkiem). Przed podaniem chwilę blendujemy.
Możemy dodać kawałek ugotowanego mięska.

Jeśli niemowlę jest już zaznajomione z warzywnymi składnikami zupy, możemy ją podać od 7. miesiąca (dla kilkumiesięczniaków pomijamy opcję z bułką tartą i masłem).


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Czym jest LC PUFA?

Krótko, zwięźle i na temat - czym jest magiczne 'LC PUFA', którym hipnotyzują nas producenci mleka modyfikowanego?

Owy skrót nie ma nic wspólnego z meblami. Pochodzi on z języka angielskiego, od pierwszych liter wyrazów:
-Long Chain Polyunsaturated Fatty Acids-

Po polsku: długołańcuchowe wielonienasycone kwasy tłuszczowe.

Należą one do dobroczynnych kwasów tłuszczowych omega-3. Są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania metabolizmu. Szczególnie dużą ich ilość znajdujemy w tkance centralnego układu nerwowego oraz siatkówce oka. Mają wpływ m.in. na hamowanie reakcji zapalnych i alergicznych, powstrzymywanie rozwoju nowotworów, czy normalizację ciśnienia krwi.

Według EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności), spożywanie przez niemowlęta produktu mlekozastępczego wzbogaconego w te kwasy (w ilości minimum 100mg) sprzyja zwiększeniu ostrości widzenia. Ponadto potencjalnie może mieć wpływ na rozwój psychoruchowy dziecka (ale wciąż brak jest na to jednoznacznych dowodów).

niedziela, 23 sierpnia 2015

Przepis na posiłek dla niemowląt - duszone jabłka z płatkami owsianymi

Poprzedni przepis na kisiel i wspomnienie ulubionego deseru z czasów karmienia piersią spowodowało dzisiejszą kolację :)  Co prawda to danie bardziej nadaje się na śniadanie/drugie śniadanie/podwieczorek, ze względu na dużą ilość owoców, ale dziś wyjątkowo zgrzeszyliśmy. Nasz ulubiony kubek został wyczyszczony do dna!

CO POTRZEBA:
- duże jabłko
- 3 łyżki płatków owsianych
- 1 i 1/2 szklanki zimnej wody
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
- szczypta cynamonu
- opcjonalnie kilka malin

PRZYGOTOWANIE:
Jabłko myjemy, obieramy i kroimy w niedużą kostkę. Wrzucamy do garnuszka, zalewamy szklanką wody i zagotowujemy. Po około 5 minutach gotowania dodajemy płatki owsiane i szczyptę cynamonu, gotujemy jeszcze około 5 minut, teraz możemy dodać kilka malin. W 1/2 szklanki zimnej wody rozrabiamy łyżkę mąki ziemniaczanej i roztwór wlewamy do gotujących się jabłek. Dokładnie mieszamy i po kilkunastu sekundach zdejmujemy z ognia. Czekamy aż przestygnie i gotowe :)




piątek, 21 sierpnia 2015

Przepis na deserek dla niemowląt - kisiel bardzo owocowy

Dziś w menu deserek - bezglutenowy, bezlaktozowy, mocno owocowy!

Po jego przygotowaniu prawdopodobnie większość z nas się zastanowi nad sensem kupowania gotowego kisielu w proszku pełnego barwników i aromatów :)



CO POTRZEBA:

- owoce: jakie i ile dusza zapragnie! Mogą to być owoce sezonowe, gruszki, tarte jabłka, także te zamrożone latem i jak nas daleko fantazja poniesie. Co prawda wydaje mi się, że arbuz, winogrono, czy banan średnio będą się nadawać do tego celu, ale jeśli tylko znajdą się ochotnicy to czekam z niecierpliwością na podzielenie się opiniami :)

- szklanka zimnej wody

- łyżka mąki ziemniaczanej


WYKONANIE:

Owoce myjemy, jeśli jest potrzeba - obieramy, wrzucamy do suchego garnuszka i rozgniatamy widelcem (duże owoce typu brzoskwinie, morele, jabłka drobno kroimy przed wrzuceniem do garnka). Jeśli puściły naturalnie sok, podgrzewamy same około 2-3 minut, jeśli nie, dolewamy odrobinkę wody przed podgrzaniem. Dzięki temu wydobędziemy z owoców ich naturalny aromat. Następnie dolewamy 3/4 szklanki wody i zagotowujemy. W pozostałej 1/4 szklanki wody mieszamy mąkę ziemniaczaną. Do gotujących się owoców wlewamy rozrobioną mąkę i energicznie mieszamy aż kisiel zgęstnieje (kilka sekund), zdejmujemy z ognia jak zacznie bulgotać. Gotowe, w kilka minut :)

Wersja 'na szybko':
Zamiast owoców możemy użyć gotowego soku z owoców, jeśli taki mamy.

Wersja 'dla dorosłych':
Można do smaku dosłodzić - na etapie gotowania owoców.



U nas od początku sezonu owocowego królują owoce z ogrodu Dziadków. Były truskawki, poziomki (obłędnie pyszny i pachnący kisiel!), dzisiaj wersja borówkowo-malinowa.

Kisiel tak przygotowany można podawać dzieciom już w niedługim czasie po wprowadzeniu danego owocu.

Nadaje się idealnie na osłodę dla matek karmiących już w początkach karmienia, kiedy jeszcze nie wiemy, czego nasz noworodek nie toleruje, a mamy ogromną potrzebę osłodzenia sobie nieprzespanych nocy :)  Ja w tym celu dusiłam w rondelku z niewielką ilością wody pokrojone jabłko, dodawałam szczyptę cynamonu i na koniec, kiedy jabłka miękły, zalewałam tylko 1/2 szklanki wody z mąką ziemniaczaną.

środa, 19 sierpnia 2015

Przepis na bezglutenowe śniadanko dla niemowląt - kasza jaglana z jajkiem i pomidorkami

To moja dzisiejsza poranna wariacja :)  Przyszły mi do głowy już jej różne modyfikacje. Danie to może równie dobrze stanowić kolację, gdyż jest lekkostrawne i sycące. Synek dostał do spróbowania prosto z patelni - ciągnął mnie za nogę, aby dostać jeszcze!



Słów kilka o głównej bohaterce, która jednocześnie jest też bohaterką w naszym domu - KASZA JAGLANA. Jeden z najcenniejszych darów natury! Wytwarzana jest z prosa. BEZGLUTENOWA. To niezwykle bogate źródło witamin (głównie z grupy B), minerałów (dostarcza najwięcej żelaza ze wszystkich kasz), oraz aminokwasów (jest bogatym źródłem niezwykle ważnego tryptofanu*, mającego ogromne znaczenie w funkcjonowaniu mózgu, a jego niedobory są niestety częste), które są niezbędne dla naszych dzieci w okresie ich intensywnego wzrostu i rozwoju. Ma mnóstwo protein i węglowodanów złożonych, które powoli i długo ulegają rozkładowi, dzięki czemu wykorzystywane są przez organizm (w tym intensywnie pracujący mózg!) w bardzo efektywny sposób i dają długie uczucie sytości. Zawiera także poprawiającą pamięć i koncentrację lecytynę. Jest jednym z nielicznych wśród produktów spożywczych źródeł krzemionki, która działa prozdrowotnie na zęby, włosy, paznokcie i skórę. Ma mnóstwo antyoksydantów, dzięki czemu przeciwdziała powstawaniu nowotworów. Ma wyjątkową zdolność usuwania śluzu z organizmu (m.in. przyspiesza zdrowienie przy infekcjach róg oddechowych, czy eliminuje skutki alergii).

*Ciekawostka:* Tryptofan - to egzogenny aminokwas; egzogenny znaczy, że organizm sam go nie potrafi syntetyzować, dlatego musi być dostarczany do organizmu wraz z pożywieniem. Niestety jest to aminokwas trudnodostępny w przyrodzie, występuje go po prostu mało. Dlatego ważne jest, by wybierać produkty, które zawierają go możliwie dużo. A dlaczego jest on tak istotny? Ponieważ odgrywa m.in. jedną z głównych ról w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego. Jest prekursorem serotoniny (mówiąc potocznie - jest bazą do jej wytworzenia) - o serotoninie podstawową informację zna chyba każdy, to hormon szczęścia (serotonina pełni też kluczową rolę w przekazywaniu impulsów nerwowych). Jej niewielki już niedobór powoduje obniżenie nastroju (rozdrażnienie, płaczliwość) i problemy z zaśnięciem - brzmi znajomo? Być może niedobór serotoniny spowodowany niedoborem tryptofanu to winowajca złego nastroju i kłopotów ze snem niektórych dzieci. Częste podawanie dzieciom kaszy jaglanej na różne sposoby może pomóc wyeliminować ten problem!


Wracając do przepisu. Do przygotowania tego dania możemy wykorzystać jajka kurze lub przepiórcze (wersja dla alergików). W przypadku kurzych, jeśli obawiamy się nadwrażliwości na białko, przygotujmy je z samego żółtka. Naprawdę zachęcam do kupowania jajek ekologicznych (0-PL), bądź jajek od kur Zielononóżek (1-PL). Nie mają posmaku rybiego (winowajcą jest pasza na bazie mączki rybnej, którą są karmione kury, których jaja mają oznaczenia od 2-PL w górę). Dziecko nie zjada wiele jajek, więc warto zapłacić kilkadziesiąt groszy więcej za sztukę i mieć pewność, że jajko jest dobrej jakości. Pamiętajmy, aby przed użyciem jajko umyć - mydłem i spłukać pod bieżącą ciepłą wodą. Zapobiegnie to ryzyku zakażenia Salmonellą! Krótka obróbka termiczna na patelni mogłaby nie wystarczyć do jej zabicia.


SKŁADNIKI:
- kasza jaglana (bio, bądź zwykła, byle nie w woreczkach do gotowania!)
- 1 jajko (bądź kilka jajeczek przepiórczych)
- pomidorki
- pół łyżeczki masła

PRZYGOTOWANIE:
Maksymalnie 3 łyżki kaszy jaglanej płuczemy na sitku pod bieżącą wodą. Wsypujemy do garnuszka, zalewamy zimną wodą (około 1 szklanki) - objętość wody musi kilkukrotnie przekroczyć objętość kaszy, gdyż kasza ją szybko wchłonie. Gotujemy na małym ogniu aż kasza wchłonie wodę. Na patelni roztapiamy masło (jeśli dziecko nie ma alergii na białko mleka krowiego), wrzucamy ugotowaną kaszę, rozprowadzamy na patelni i wbijamy jajko, mieszamy dokładnie i smażymy chwilkę aż jajko się zetnie. Podajemy na łyżeczce, bądź formujemy małe kuleczki, które dziecko zje 'na raz' - w takiej formie z powodzeniem może się nakarmić samo :) Pomidorki obieramy ze skórki, kroimy.

Modyfikacje: możemy najpierw na masełku przez kilka sekund podsmażyć odrobinę czosnku, dodać pokrojone pomidorki, chwilę poddusić, wbić jajko i natychmiast dodać kaszę. Dokładnie wymieszać i podsmażyć tylko do momentu ścięcia jajka.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Przepis na śniadanko dla niemowląt - pyszna i pożywna owsianka

Zawsze owsianka kojarzyła mi się z mdłą paciają, złem koniecznym. Więc znalazłam na nią sposób, żeby mój synek zjadał ją z prawdziwą przyjemnością. U nas zagościła na stałe, nie tylko jako danie na pierwsze śniadanko. Często przyrządzam mu ją, kiedy planujemy wyjście z domu na dłużej, gdzie nie mamy za bardzo możliwości porządnego najedzenia. Jest to też jeden z moich ulubionych posiłków 'na drogę', który zabieram przygotowany w pojemniczku na żywność dla dzieci (ja mam akurat bardzo funkcjonalne pojemniki BabyOno, kupiłam je do mrożenia odciągniętego z piersi pokarmu, teraz się sprawdzają do przechowywania obiadków, owoców, czy mleka w proszku).

Wszystkie składniki naszej owsianki są wartościowe i pożywne:

PŁATKI OWSIANE - to prawdziwa bomba odżywcza; są bogatym źródłem błonnika (reguluje i usprawnia działanie przewodu pokarmowego, zapobiega zaparciom, reguluje perystaltykę jelit), zawierają mnóstwo witamin (wit. B1 czyli tiamina i  kwas pantotenowy - przeciwdziałają rozdrażnieniu i zmęczeniu, poprawiają wydolność organizmu, wit. B2 czyli ryboflawina - odgrywa bardzo ważną rolę w funkcjonowaniu narządu wzroku, wit. B6 dla sprawnego funkcjonowania układu nerwowego, poprawia pamięć i koncentrację, wit. B3 czyli wit.PP  - jej niedobór może prowadzić do zwolnienia metabolizmu, przez co organizm ma niższą tolerancję na zimno, to witamina 'zmarźluchów'), minerałów (bogate źródło fosforu - zapewniają aż ponad 51% dziennego zapotrzebowania na ten pierwiastek, spełnia on bardzo ważną rolę w budowie kości i zębów, magnezu - 46% dziennego zapotrzebowania, żelaza - zapobiega anemii, cynku - wzmacnia odporność, wapnia i in.), nienasyconych kwasów tłuszczowych (bardzo ważne da organizmu, m.in. łagodzą podrażnienia spowodowane alergią).
Unikajmy kupowania płatków owsianych błyskawicznych - są najbardziej pozbawione tych wszystkich dobroci. Najlepsze będą płatki owsiane zwykłe, ewentualnie górskie.

Najnowsze badania wykazują, że codzienne spożywanie przez dzieci miseczki owsianki, już od wczesnych miesięcy życia, obniża zachorowalność na astmę aż o 2/3!

JOGURT NATURALNY - cenne źródło wapnia. Podczas kupowania zwracajmy uwagę na skład. Starajmy się wybierać te, które mają najkrótszy. Najlepiej bez dodatku mleka w proszku i z dodatkiem bakterii probiotycznych. Ostatnio, ku mojemu zdziwieniu, odkryłam na półce supermarketu jogurt naturalny bez laktozy (z dodatkiem enzymu rozkładającego laktozę - laktazy), od producenta, któremu ufam (Łowicz). 

BANAN - źródło potasu, wapnia, fosforu, witamin z grupy B, witaminy C, A, E, K oraz błonnika. Wybierajmy banany, które mają na sobie ciemne plamki - one świadczą o dojrzałości banana.



Przejdźmy do rzeczy, jak przygotować owsiankę.

Co potrzebujemy:
3/4 szklanki wody
4 łyżki płatków owsianych
1/2-1/3 małego kubka jogurtu naturalnego
mały banan

Jak przygotowujemy:
Do małego garnuszka wlewamy wodę, doprowadzamy do wrzenia i dodajemy płatki. Dokładnie mieszamy, zmniejszamy ogień na najmniejszy i pozwalamy im się gotować. Od czasu do czasu mieszamy (płatki owsiane górskie gotują się ok. 6 minut). Płatki są gotowe, kiedy zmiękną, a masa zgęstnieje. W międzyczasie do miseczki kroimy banana, rozgniatamy go widelcem, mieszamy z jogurtem naturalnym. Dodajemy płatki, wszystko mieszamy i gotowe! Nie musimy czekać aż płatki przestygną, bo jogurt i banan są zimne, przygotowanie takiego dania zajmuje więc dosłownie kilka minut :)



OPCJA DLA ALERGIKÓW NA BIAŁKO MLEKA KROWIEGO:
Aby pominąć dodatek jogurtu, zamiast wody, do ugotowania płatków można użyć mleko modyfikowane (przygotowanego wg przepisu, czyli 7 miarek na 210 ml wody) lub mleko inne niż krowie (np. owsiane, ryżowe - dostępne w Rossmannie; migdałowe, kokosowe). Po ugotowaniu dodać rozgniecionego banana wymieszanego z odrobiną wybranego mleka.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Dlaczego nie warto karmić niemowląt gotowymi daniami ze słoiczka

Większość świeżo upieczonych mam staje przed dylematem - kupować, czy gotować?

Pojawia się w głowie podstawowe pytanie - czy, jeśli będę karmić moje dziecko kupnymi daniami w słoiczkach, będę wyrodną matką?


Zwolenniczki gotowych posiłków swój wybór argumentują następująco: kupując warzywa, kupuję kota w worku - nie wiem, skąd pochodzą, czym były nawożone, czy były pryskane; kupując słoiczki mam pewność, że wszystkie produkty używane do produkcji obiadków, są najlepszej jakości.

Czy naprawdę jesteśmy tak naiwne aby wierzyć, że każda marchewka, ziemniaczek, jabłko itp. są oglądane ze wszystkich stron, zanim trafią do słoika? Że do mycia warzyw i owoców nie są używane środki chemiczne? Że te same płody rolne rosną w puszczy, z daleka od dróg, nie narażone na wchłanianie spalin? Że nie są opryskiwane? Że nie są nawożone preparatami przyspieszającymi wzrost i jednocześnie nie pozwalającymi na ich naturalne nasycanie witaminami i minerałami? Naprawdę?

Prawda jest smutna, niestety. Czy ktoś miał to szczęście samemu zbierać plony z przydomowego ogródka? Ja miałam. I jak wyglądają takie warzywa i owoce, które nie były opryskiwane, które były nawożone jedynie obornikiem? Po pierwsze - mają naturalny kolor, intensywny ZAPACH, są ponadgryzane przez ślimaki w ziemi, są zamieszkiwane przez robaczki penetrujące marchewkę, pomidory są ogromne, niemal bordowe, ociekające aromatycznym sokiem, a ich skórka ma na sobie sporo znamion. W produkcji masowej dziś już rolnicy nie pozwalają sobie na brak oprysków, bo połowa plonów poszłaby do odrzutu. A i sztuczne nawozy znacznie przyspieszają wzrost roślin, które przez to są pozbawione walorów smakowych i przede wszystkim odżywczych. I te właśnie plony trafiają do słoiczków.

Ale to tylko kilka argumentów natury 'moralnej'.

Teraz podejdźmy do tematu bardziej egoistycznie. Skalkulujmy.

Etykiety są po to, by je czytać. Jestem świadomą osobą, świadomą matką. Czytam więc. Skład przykładowego dania:

marchew (37%)
przecier pomidorowy (33,6%)
pietruszka
mięso z indyka (11%)
skrobia kukurydziana
woda (użyta do przyrządzenia)
olej rzepakowy niskoerukowy
pietruszka - natka (0,2%)
(Warzywa ogółem 82,8%)

I innego:
Marchewka (26%),  przecier pomidorowy (18,7%) ziemniaki (18%), kleik ryżowy (9,9%), mięso z indyka (9,5%), woda, por (2,6%), seler, olej rzepakowy, pietruszka.

A teraz wyobraźmy sobie smak takiego dania. Mdły i nijaki, prawda? Prawda. Dlaczego nasze dziecko od maleńkości ma się uczyć, że jedzenie tak smakuje? Że jest mdlące i po prostu niesmaczne?

Do przyrządzania posiłków dla dzieci nie wolno dodawać soli, bo sól jest zła. To wiemy. Ale zioła są dobre. Dlaczego więc producenci gotowych dań nie dodają do nich bogatego bukietu warzyw (podstawowym warzywem jest marchew, która posiada właściwości absorpcji i kumulowania szkodliwych metali ciężkich i innych związków z gleby), dlaczego nie dodają świeżych pomidorów, lubczyku, bazylii, czosnku i wielu innych dobrych, wzbogacających smak ziół? Dlaczego dodają olej z rzepaku (prawie w 100% już modyfikowanego genetycznie, jak kukurydza), zamiast oleju lnianego, który posiada ogromne ilości kwasów DHA, porównywalne z ich zawartością w rybach?

Coraz powszechniej mówi się, że nawyki żywieniowe wpojone dzieciom od samego początku ich przygody z rozszerzaniem diety, przekładają się na ich nawyki żywieniowe w dalszym życiu. Ucząc dzieci, że jedzenie warzyw jest 'ble', przez karmienie ich nijakimi potrawkami ze słoiczka, budujemy ich niechęć do racjonalnego odżywiania w przyszłości. Dziecko dostaje bezsmakowe danie gotowe, po czym na stół wjeżdża 'pyszny i zdrowy danonek', który ma w sobie niemal tyle smakowitego cukru, co sam waży (czytając etykietę: ilość cukru w 100g produktu - 12,8g, łyżeczka cukru waży 5g, jeden danonek ma 90g, czyli w maleńkim pudełeczku znajdziemy ponad 2 łyżeczki cukru; a cukier jest nie byle jaki - syrop glukozowo-fruktozowy!), potem ciasteczka i biszkopciki dla dzieci, również ze składem tak bogatym, że mieści się drobnym druczkiem, znów z magicznym syropem glukozowo-fruktozowym, potem zdrowe i smaczne paróweczki dla dzieci. Czujecie kontrast?

bezsmakowy warzywny obiadek ze słoiczka - przepełniony smakiem cukru danonek - biszkoptowociasteczkowe słodkości - smakowite paróweczki

Co wybierze dziecko?

Bądźmy mądrzejsze. Przygotowując dzieciom bogaty w smaku posiłek warzywny przygotowujemy sobie fundamenty na przyszłość. Dziecko zje nawet szpinak, jeśli przyrządzimy go tak, że będzie i nam smakował (z czosnkiem, tymiankiem, jajkiem). Z chęcią pochłonie zupkę pomidorową, jeśli zrobimy ją na bogatym bulionie warzywnym, ze świeżego pomidorka podduszonego na 82% maśle z czosnkiem, z dodatkiem ryżu, świeżą natką pietruszki i bazylią. A może gotowana z porem kalarepka, zblendowana z bułeczką tartą delikatnie zrumienioną na maśle? Ślinka cieknie? Dziecku również. Jeśli od pierwszych posiłków będzie jadło smacznie, to i kilkulatek zje bogaty posiłek.

Zamieńmy danonki na rozgniecionego banana z jogurtem naturalnym, przyrządźmy w 3 minuty kisiel na podgotowanych owockach, budyń, upieczmy paluszki chlebowe, czy własny biszkopt. To naprawdę nie zajmie nam dużo czasu. W porównaniu z nerwami, których sobie zaoszczędzimy w przyszłości...  W kolejnych postach będą przepisy. Wypróbowane. Posmakowane. Szybkie, zdrowe i wartościowe.

Gotujmy!


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozszerzanie diety niemowląt

Ten temat to pierwszy przełomowy moment w życiu świeżo upieczonych rodziców, jak i samych zainteresowanych. Niestety budzi wiele wątpliwości i pytań - kiedy, jak, od czego zacząć, w jakiej ilości. Jednak zapewniam - nie taki diabeł straszny! A więc po kolei.



KIEDY ZACZĄĆ ROZSZERZANIE DIETY NIEMOWLAKA?
To zależy - od stanu zdrowia dziecka oraz tego, czy dotychczas było karmione piersią, czy mlekiem modyfikowanym.
Jeśli dziecko jest zdrowe i rozwija się prawidłowo, wprowadzanie stałych pokarmów możemy zacząć, w przypadku karmienia piersią - po skończeniu 6. miesiąca życia, w przypadku karmienia sztucznego - już po skończeniu 4. miesiąca.


OD CZEGO ZACZĄĆ ROZSZERZANIE DIETY NIEMOWLAKA?
Zdecydowanie od warzyw. Konsekwentnie. Jak wiemy - owoce nam smakują, bo są słodkie. Warzywa już niestety mniej. Mając do wyboru zjedzenie jabłka albo brokuła, znakomita większość z nas wybrałaby jabłko. Nasze dzieci zrobią to samo. Dlatego w pierwszej kolejności konsekwentnie podajemy dziecku wyłącznie warzywa. Kiedy już dziecko posmakuje cały wachlarz, wtedy rozpoczynamy wprowadzanie owoców. Równocześnie możemy oczywiście podawać warzywa! Ale nigdy odwrotnie.


JAK ROZSZERZAĆ DIETĘ NIEMOWLAKA?
Powoli, po kolei i z umiarem.
Przygotujmy sobie notes, w którym zapisywać będziemy każde kolejne wprowadzone warzywo/owoc i reakcję dziecka na nie (czy wystąpiła alergia, czy dziecku smakowało).

Najlepiej sprawdza się zasada 3 dni - pierwszego dnia dajemy dziecku 2-3 łyżeczki zblendowanego na gładko, ugotowanego warzywa (jednego), drugiego dnia trochę więcej (powiedzmy 3-4 łyżeczki), trzeciego dnia 4-5 łyżeczek tego samego warzywa. Obserwujemy, czy nie występuje reakcja alergiczna (głównie spodziewamy się reakcji skórnej, czyli wysypki; najczęściej wystąpić może na brzuszku/twarzy). Notujemy. Wprowadzamy kolejne warzywo i postępujemy dokładnie według tego samego schematu. Po posmakowaniu przez dziecko warzyw, tak samo wprowadzamy owoce.

Od jakich warzyw zacząć? Najlepiej takich, które zwykle nie wywołują alergii u dziecka i jednocześnie nie powodują wzdęć (czyli nie zaczynamy od kalafiora/brokuła/kapusty/groszku). Starajmy się na początek wybierać delikatne warzywa. Świetnie sprawdzi się ziemniak, pasternak, marchew.
Wiem, że w momencie rozszerzania diety mamy przed oczami czarną plamę, jakie jeszcze warzywa możemy podać na początek. Dla ułatwienia mała ściągawka, w kolejności od najmniej alergizujących:
- ziemniak
- pasternak
- marchew
- słodki ziemniak
- dynia
- szpinak
- brokuł
- cukinia
- burak
- kalafior
- kalarepa
- groszek
- pietruszka
- seler (uwaga! jeden z głównych alergenów!)

Owoce:
- jabłko
- gruszka
- morela
- ciemna śliwka
- arbuz
- winogrona
- banan
- borówka amerykańska
- malina
- wiśnia
- czereśnia

Później możemy warzywa z owocami łączyć, aby urozmaicać smak posiłku, czyli na przykład burak z jabłkiem.

Pamiętajmy, że nie wszystko musi naszemu dziecko przypaść do gustu. Grunt, to się nie poddawać. Jeśli wyraźnie nie smakuje mu któraś z propozycji, nie porzucamy jej na zawsze. Wracamy konsekwentnie po kilku dniach przerwy. Jest szansa, że w końcu dziecku posmakuje.


Kiedy nasze niemowlę spróbowało już warzywnych i owocowych dobrodziejstw, czas na kolejny krok - zupki!

piątek, 31 lipca 2015

Jak używać laktatora - laktator zły, czy laktator dobry?

Nie wiem, jak sytuacja kształtuje się na świecie, wiem jednak, że w Polsce panują błędne przekonania dotyczące laktatora. Spotkałam się z negatywną reakcją położnych na wieść o tym, że zdarzało mi się go używać (niepoparte sensownymi argumentami, bądź podparte błędnymi). Wśród świeżo upieczonych matek, bądź też jeszcze wśród ciężarnych, dominuje poczucie niechęci wynikające niewiedzy i strachu przed tym zbawiennym urządzeniem.

Można z miejsca wymienić kilka mitów krążących na temat laktatorów, które sprowadzają się do szeroko pojętego stwierdzenia - laktator zaburza laktację.

Skąd się biorą te mity? Z nieumiejętności korzystania z tego urządzenia.

Przyznam szczerze - przeraża mnie brak elementarnej wiedzy wśród części położnych i lekarzy! Ileż razy to zbawienne urządzenie uratowało mnie i wiele innych matek karmiących (bądź walczących o rozpoczęcie karmienia piersią). A niestety, zdecydowanie zbyt duża ich liczba zostaje pozostawiona bez pomocy i sensownej porady w tym niezwykle istotnym dla zdrowia małego człowieka i jego matki temacie.

Jak używać laktatora, by wykorzystać wszystkie zalety jego stosowania? To PROSTE!


1. Rozpędzenie opornej laktacji po porodzie

Należy pamiętać, że aby pobudzić laktację tuż po urodzeniu dziecka, trzeba je przystawić do piersi najszybciej, jak to możliwe. Niezwykle istotny jest prawidłowy sposób podania piersi dziecku, aby właściwie chwyciło ustami brodawkę, by stymulować wszystkie kanaliki do wydzielania pokarmu. Kolejnym niezbędnym punktem jest jak największa częstotliwość przystawiania dziecka do piersi - im częściej dziecko ssie, tym intensywniej pobudza zaawansowany mechanizm produkcji i wydzielania pokarmu. Jeśli jednak z jakiegoś powodu dziecko buntuje się przy piersi (nierzadko powodem jego frustracji jest zbyt wolny lub niewystarczający napływ pokarmu), wtedy z pomocą nadchodzi laktator!

Kiedy go używamy? W przerwie pomiędzy przystawianiem dziecka do piersi. Im częściej pierś jest stymulowana, tym nasz organizm otrzymuje więcej sygnałów, że dziecko potrzebuje mleka! Jest to sedno sprawy.
Jak powstaje błędne koło?
Noworodek odczuwa głód. Przystawiamy go do 'suchej' piersi. Noworodek denerwuje się, bo po prostu jest głodny, a jego głód nie zostaje zaspokojony. W końcu ze złości nie chce ssać i 'rzuca' się przy piersi. Jednocześnie matka jest przerażona i sfrustrowana. W wyniku braku stymulacji piersi i stresu matki pokarm nie jest produkowany i koło się zamyka.

I tutaj z pomocą przychodzi laktator! Pomaga rozbudzić laktację poprzez stymulację gruczołów. Podczas używania laktatora, matka patrząc na dziecko, pomoże skojarzyć ssanie (stymulację) z dzieckiem (w późniejszym czasie samo spojrzenie z czułością na dziecko będzie skutkowało uczuciem szczypania w piersiach i napływem pokarmu).

Bardzo skuteczny jest system 3-5-7. Co on oznacza? Przystawiamy laktator do prawej piersi na 3 minuty, następnie do lewej na 3 minuty, znów do prawej, tym razem na 5 minut i znów do lewej również na 5 minut, następnie do prawej na 7 minut i do lewej na 7 minut. Ten system rozbujał niejedną laktację!

Pamiętamy, by w międzyczasie nie poddawać się z próbą przystawiania dziecka do piersi!!! Dziecko musi umieć prawidłowo chwycić brodawkę. A kiedy już popłynie z niej mleko, na pewno mały buntownik osiągnie stan nirwany :)


2. Zapobieganie zastojom i zapaleniu piersi podczas nawału pokarmu

Kiedy już uda nam się przekształcić piersi w krainę mlekiem płynącą, nierzadko nasz organizm wpada w skrajność i pojawia się nawał mleczny. Piersi stają się mocno nabrzmiałe, napełnione do granic możliwości, gorące, a dziecko nie nadąża z ich opróżnianiem, co nieuchronnie prowadzi do powstania stanu zapalnego. I tu znów mamy wspaniałe lekarstwo - laktator! Teraz NIEZWYKLE istotne jest UMIEJĘTNE jego użycie. Musimy pamiętać, że intensywne ssanie piersi daje sygnał do produkcji i wydzielania pokarmu. Delikatne ściąganie pokarmu tylko do momentu poczucia ulgi pomoże nam zmniejszyć obrzmienie i uniknąć stanu zapalnego. Będzie to objętość około 20-30 ml. Taka ilość nie pobudzi dodatkowo gruczołów do produkcji i wydzielania pokarmu, a przyniesie ulgę, zapobiegnie zastojom i rozwijaniu zapalenia.


3. Zapewnienie dziecku naturalnego pokarmu, kiedy nie może ono ssać piersi

Niestety nierzadko zdarza się, że noworodek z jakiegoś powodu nie może ssać piersi. Często powodem tym jest wklęsłość sutków - dziecko nie może ich chwycić, liczne próby kończą się jedynie ich lizaniem, niezaspokojony głód wywołuje u dziecka złość, a u mamy frustrację i łzy. Znam przypadki, kiedy po wielu próbach, nawet z użyciem specjalnych kapturków nakładanych na sutki, mimo wcześniejszych wysiłków rozpędzenia laktacji przy pomocy laktatora, zakończonych nawałem pokarmu  - matki rezygnowały z karmienia. Mimo dużej ilości pokarmu produkowanego w piersiach. Wielka szkoda. W pierwszych dniach i tygodniach życia dziecka pokarm matki jest zdrowotnym nektarem, którego żadna sztuczna mieszanka nie jest w stanie wiernie odtworzyć. Jeśli nawet miałaby to być kwestia kilku dodatkowych dni karmienia odciągniętym pokarmem - WARTO. Każdy dzień jest na wagę złota.


wtorek, 24 marca 2015

USG ciąży - kiedy, jakie, co oznaczają skróty


USG - to chyba najbardziej wyczekiwany moment wizyty u lekarza każdej ciężarnej. Zawsze mu towarzyszy burza skrajnych emocji - ciekawość, radość, ale i niepokój. To taki moment, kiedy na moment znika niedowierzanie, że rozwija się w nas malutki Człowiek - na własne oczy widzimy tą maluteńką postać. Twarz, rączki, nóżki, widzimy jak się porusza, jak ziewa, mlaszcze, wystawia język. Kochamy podglądać, jak się zachowuje potomek w swoim ciasnym M1. Ta chwila zdecydowanie buduje silną więź między nami - matkami a naszymi pociechami. Ile z nas w drodze na wizytę wcina batoniki, czy inne formy słodkiej czekolady, żeby obudzić młodego człowieka, pobudzić go do aktywności i podejrzeć jak najwięcej się da... Jednocześnie tym niesamowitym przeżyciom towarzyszy niepokój i lęk - czy dziecko się na pewno poruszy, w napięciu czekamy na charakterystyczny (magiczny, a jednocześnie dość przerażający!) odgłos bicia jego serduszka, wyczekujemy słów lekarza, że wszystko jest w porządku.

Koniec badania, lekarz wręcza nam stos ręczników papierowych do wytarcia i kilometrowy pasek zdjęć. A na nim, oprócz portretu pociechy, dziwne kształty, na których granicach widnieją krzyżyki, a te znowu łączą przerywane linie. Dziwne skróty - AC, HFR, FL, AFI.... Co one tak naprawdę oznaczają? Które są dla nas najważniejsze? Rozszyfrujmy te najbardziej podstawowe i jednocześnie - istotne dla nas-rodziców.

CRL - to jeden z pierwszych pomiarów, wykonywać go można tak długo, jak płód mieści się w całości w 'polu widzenia' głowicy. Oznacza długość ciemieniowo-siedzeniową płodu, czyli tą od czubka głowy do kości ogonowej (końca tułowia). W skrócie - to długość ciała naszego dziecka (nie uwzględniając nóżek). Później zastępowany przez...

EFW - czyli przybliżoną wagę płodu. Jest ona wyliczana na podstawie kilku parametrów:

HC - obwód główki
AC - obwód brzuszka
FL - kości udowej
BPD - wymiaru dwuciemieniowego główki.

Aparat dokonuje szybkiej kalkulacji i na wydruku podaje nam gotowy wynik w gramach. Im płód większy (im ciąża bardziej zaawansowana), tym wynik jest obarczony większym błędem pomiarowym (trudniej jest zmierzyć dziecko, które nie mieści się całe w polu widzenia głowicy, które się porusza, czy nurkuje główką głęboko w kanale rodnym gotowe do wyjścia). Wynik może być fałszywie zaniżony, bądź zawyżony. Stąd pamiętajmy, że masa ciała dziecka jest jedynie przybliżona!

HL - długość kości ramiennej

FHR/ASP - czynność serca (tętno płodu). Najlepiej, jeśli mieści się w granicy 120-160.

AFI - ilość płynu owodniowego (wód płodowych).

AUA - średni wiek ciąży (wg USG) oraz EDD - przybliżona data porodu. I tutaj warto się na chwilę zatrzymać, gdyż ten pomiar, obok EFW, wywołuje często sporo emocji u przyszłej matki. Nie każda (a raczej rzadko która) z nas wie, że wynik ten jest miarodajny, jeśli USG wykonywane jest między 11. a 13. tygodniem ciąży. W tym okresie daje nam najbardziej prawdopodobny wiek płodu i termin porodu (bardziej dokładny niż ten wyliczany z daty ostatniej miesiączki). Do tego momentu każdy płód powinien się rozwijać w analogicznym tempie. Po tym czasie nasze dzieci rozwijają się w indywidualnym tempie i normy, w jakich powinny się mieścić pomiary, są zdecydowanie szersze. Część dzieci będzie miało długie nogi (zwykle w przypadku wysokich rodziców), czyli np. wynik FL będzie wysoki, inne mogą być drobne i nóżka będzie krótsza). Ważne jest, by zachowane były odpowiednie proporcje. Nasze dziecko po 13. tygodniu ciąży staje się unikalne, kształtują się jego indywidualne cechy budowy ciała. Aparat USG wyliczy nam więc wiek ciąży na podstawie FL na konkretny tydzień ciąży (powiedzmy 20.), brzuszek może być szczupły i dać wynik 17. tygodnia ciąży, główka spora i wskazywać 21. tydzień. Dopóki jednak proporcje są prawidłowe - nie ma powodu do paniki. Wciąż pamiętajmy o błędach pomiarowych! Więc jeśli nagle w 31. tygodniu ciąży aparat wydrukuje nam informację, że jesteśmy w 36. tygodniu, nie pakujmy w panice torby do szpitala :)

Stąd, jeśli nie znajdujemy się w grupie wysokiego ryzyka (zaawansowany wiek matki, obciążony wywiad rodzinny), powinnyśmy się głęboko zastanowić, czy wykonywać 'modny' ostatnio test PAPP-A. Nie każdej z nas lekarz dokładnie wyjaśnia, na czym ten test polega. A w telegraficznym skrócie jest to test oparty na metodzie prawdopodobieństwa. Wykonuje się go na podstawie badania krwi (oznaczenie poziomu gonadotropiny kosmówkowej, czyli beta-hCG oraz białka PAPP-A), badania USG (przezierność karkowa - NT, kość nosowa- NB, zastawka trójdzielna serca) oraz szczegółowego wywiadu rodzinnego - między 11. a 14. tygodniem ciąży. Należy podkreślić, że jest to metoda nieinwazyjna, czyli nie stanowi zagrożenia dla płodu. Ale pamiętajmy - jeśli nie ma wyraźnych wskazań do tego badania, możemy się narazić na niepotrzebny stres (a ten jest ogromny w czasie oczekiwania na wynik!). Dodatkowo, mając na uwadze błędy pomiarowe aparatów, istnieje ryzyko otrzymania wyników fałszywie pozytywnych, a w przypadku pozytywnego wyniku testu PAPP-A należy wykonać inwazyjną amniopunkcję (mówiąc oględnie - wbicie w brzuch igły, przebicie się przez błony płodowe do jamy macicy, w której rozwija się płód). Sama, nie wiedząc prawie nic o tym teście, pod namową lekarza zastanawiałam się, czy wykonać ten test. A żadnych wskazań do niego nie miałam! Szczegółowo zgłębiłam temat i podjęłam decyzję, że nie będę się narażać na niepotrzebny stres. I odetchnęłam z ulgą, kiedy po badaniu USG w 12. tygodniu ciąży (badanie przeprowadzał lekarz, który dodatkowo mnie namawiał na wykonanie testu) w jednym z popularnych warszawskich centrów medycznych, postanowiłam zweryfikować jego poprawność u wybitnego specjalisty na najwyższej jakości ultrasonografie... Okazało się, że wynik przezierności karkowej uzyskany w badaniu nr 1 (który miał być podstawą testu PAPP-A) był daleki od rzeczywistego. Wyobraziłam sobie tylko, co byśmy przeżyli otrzymując wynik badania i podziękowałam samej sobie za kierowaniem się zasadą ograniczonego zaufania do lekarzy.


Kończąc tym, czym powinnam zacząć, czyli podstawami w telegraficznym skrócie:

W Polsce zalecane jest wykonanie trzech badań USG w trakcie całej ciąży:
1. USG I trymestru: między 11. a 13. tc (pierwsze USG nie wcześniej niż w 7. tc i nie później niż w 13. tc). Jeśli badanie wykonujemy przed 11. tc będzie to badanie transwaginalne (przezpochwowe). W tym rodzaju badania USG lekarz będzie miał możliwość zmierzenia długości szyjki macicy.
2. USG II trymestru: tzw. połówkowe. Należy je wykonać w okolicy 20. tc (+/- 2 tyg.). Podczas tego badania przy odrobinie szczęścia poznamy płeć naszego dziecka!
3. USG III trymestru: wykonywane po 30. tc. Tu ważne będzie m.in. określenie stopnia dojrzałości łożyska.

Jakie są rodzaje USG?
- wspomniane wyżej USG transwaginalne (przezpochwowe)
- USG 2D (czyli to najbardziej znane, popularne, wszechobecne; czarno-biały, płaski obraz, najmniej spektakularny dla rodziców, najbardziej miarodajny pod względem medycznym)

- USG 3D (czyli obraz trójwymiarowy, widzimy rysy twarzy dziecka, paluszki itp.; obraz jest nieruchomy)

- USG 4D (obraz trójwymiarowy, ruchomy; pod względem medycznym mniej istotne, najbardziej pożądane przez przyszłych rodziców - to pamiątka na przyszłość, gdyż film można zapisać na płycie CD)
- USG Doppler (służy badaniu przepływów krwi przez pępowinę, aby zweryfikować m.in. czy dziecko jest prawidłowo odżywiane, kiedy łożysko osiąga stopień wysokiej dojrzałości).


Czy badania USG są bezpieczne dla płodu? Nie do końca wiadomo... Badania USG zaczęto wykonywać w latach 80-tych XX. wieku, a to jeszcze za krótko, by jednoznacznie ocenić konsekwencje jego wykonywania. Stąd obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. Warto się zastanowić, czy powinniśmy stawiać zwykłą ciekawość nad dobrem naszej pociechy i wykonywać więcej niż zalecane trzy badania, jeśli nie ma ku temu medycznych wskazań...

niedziela, 1 marca 2015

Suplementy dla ciężarnych i matek karmiących - czy warto stosować?

Niejedna z nas zadawała/zadaje sobie to pytanie. Czy zażywać suplementy dla kobiet w ciąży/karmiących. Znaczna większość lekarzy zaleca ładowanie w siebie powszechnie dostępnych na rynku preparatów wspomagających organizm matki i rozwijającego się w jej łonie płodu, tak naprawdę bezpodstawnie. Nie zostały bowiem przeprowadzone badania, potwierdzające zasadność zażywania złożonych suplementów. Ale jakie tak na prawdę witaminy i mikroelementy są kluczowe dla prawidłowego jego rozwoju z imponującej listy, jaką przedstawiają na opakowaniach producenci? Jaki ich procent ulegnie skutecznemu wchłonięciu? 

Naukowo dowiedziono zasadność przyjmowania suplementów zawierających kwas foliowy i kwasów DHA.

Po pierwsze - KWAS FOLIOWY.

Pojęcie znane chyba każdej kobiecie w wieku rozrodczym. Kwas foliowy jest związkiem organicznym należącym do witamin z grupy B. Organizm ludzki nie jest w stanie sam syntetyzować tego związku, dlatego należy go dostarczać w odpowiedniej ilości wraz z pożywieniem oraz suplementami. Mimo że związek ten znany jest większości z nas, to jednak nie zdajemy sobie sprawy jak istotną rolę pełni on zarówno w naszym organizmie, jak i w intensywnie rozwijającym się organizmie płodu. 
Zgodnie z obowiązującymi zaleceniami, dzienna dawka, jaką powinny przyjmować kobiety w wieku rozrodczym wynosi 600ug. Niewiele z nas wie, że zażywanie środków zawierających ibuprofen oraz salicylany (aspiryna), czy środków antykoncepcyjnych osłabia działanie folianów, a niedobór witaminy C osłabia zdolność organizmu do utrzymywania kwasu foliowego w stanie aktywnym metabolicznie. 

Jakie są objawy i skutki niedoboru kwasu foliowego?
Zagłębiając się w temat folianów nie kryłam zdziwienia, kiedy dowiedziałam się, jakie są ogólnoustrojowe objawy niedoboru tych związków. Dotychczas żyłam w przekonaniu, że kwas foliowy to związek niezbędny dla prawidłowego rozwoju płodu, dla dojrzałego organizmu jednak pozostaje bardziej obojętny. Jakże się myliłam! Bladość skóry, przemęczenie, problemy z koncentracją, ogólnie pojęta nerwowość (drażliwość, uczucie niepokoju, stany depresyjne, trudności w zasypianiu), stany zapalne języka i jego zaczerwienienie, problemy z płodnością - to tylko część sygnałów, świadczących o jego niedoborze. 
Dlaczego jest on tak istotny dla rozwoju płodu?
Kwas foliowy ma kluczowy wpływ na rozwój układu nerwowego płodu. Jego niedobór powoduje m.in. rozszczep kręgosłupa, bezmózgowie, problemy z oddychaniem, astmę, niską wagę urodzeniową. Ponieważ kształtowanie cewy nerwowej płodu następuje już w pierwszym miesiącu ciąży - stąd nie trzeba dokładnie tłumaczyć, jak istotne jest zapewnienie rezerwy folianów już na etapie planowania ciąży. W dalszym jej przebiegu dostateczne wysycenie organizmu w ten związek zapewni prawidłowy rozwój, odpowiednią wagę urodzeniową, zapobiegnie astmie, porodowi przedwczesnemu.
Odpowiedź na pytanie, czy zasadne jest przyjmowanie suplementów zawierających kwas foliowy jest oczywista. Kwas foliowy OBOWIĄZKOWY.  Wybór mamy ogromny. Jeśli nie doświadczyłyśmy poronienia, wystarczy dawka 600ug/dobę. W przeciwnym wypadku lekarz powinien dobrać większą dawkę, nawet 10-cio krotnie.

Istotny jest również stopień przyswajania tego związku przez organizm. Wynosi od 50 do 90% w przypadku dostarczania go z pożywieniem (ma to związek m.in. z przetwarzaniem żywności, kiedy kwas po prostu ulega zniszczeniu). W przypadku suplementów - przyswajalność oczywiście jest daleka od ideału. Warto więc dbać o dostarczanie kwasu foliowego w formie zarówno naturalnej, jak i syntetycznej. 

W stałym jadłospisie Mądrej Mamy powinny znaleźć się więc:
- wątróbka (bogate źródło żelaza - zapobiega anemii!!!)
- otręby pszenne (tętniące źródło błonnika - zapobiega zaparciom)
- szpinak (bogate źródło magnezu - zapobiega skurczom, żelaza i wapnia)
- brukselka
- bób
- kalafior
- brokuły.
Najlepiej, aby produkty żywnościowe były w jak najmniejszym stopniu przetworzone (dosypujmy otręby do jogurtu naturalnego, szpinak i brokuły tylko blanszujmy).


Po drugie - KWASY OMEGA-3 (DHA)
Istotność suplementacji kwasów DHA podkreślają zarówno polskie, jak i światowe stowarzyszenia naukowe. Kwasy te mają ogromne znaczenie w rozwoju centralnego układu nerwowego (największa ilość DHA odkłada się w mózgu płody między 26. a 40. tygodniem ciąży!), zapobieganiu porodom przedwczesnym, zmniejszaniu ryzyka stanu przedrzucawkowego, mają wpływ na procesy poznawcze, są składnikiem budulcowym siatkówki oka (duży wpływ na jakość widzenia). 

Zalecenia dotyczące dziennej dawki DHA są niejednolite. Te polskie - to około 200-300 mg. Europejskie - zaledwie 100-200 mg. Jednak w przypadku niskiego spożycia ryb i innych produktów zawierających DHA dzienna dawka powinna wynosić już 500 mg. Jednocześnie należy podkreślić, że nawet dwukrotnie wyższa dawka nie jest szkodliwa! 

Dlatego oprócz mądrej diety, należy przyjmować suplementy zawierające te kwasy.
Jest jednak haczyk. Podstawowym źródłem DHA są ryby morskie. A te niestety w obecnych czasach są rezerwuarem bardzo groźnej dla układu nerwowego toksycznej rtęci oraz szeregu innych toksycznych związków. Dlatego trzeba rozważnie wybierać gatunki ryb. Przede wszystkim unikajmy tuńczyka, łososia i... śledzi. Jeśli stosujemy suplementy - wybierajmy te pozyskiwane z alg morskich.

Co powinna zawierać dieta Mądrej Mamy, aby maluszkowi nie zabrakło zdrowych kwasów DHA:
- tłuste ryby morskie możliwie najwyższej jakości (poza tuńczykiem, łososiem i śledziem oraz wszelkimi gatunkami surowych ryb i owoców morza)
- tofu
- migdały
- orzechy włoskie
- olej lniany
- olej arachidowy
- olej rzepakowy (uwaga na modyfikacje genetyczne!).


 I na tym kończy się dwupunktowa lista suplementów, których istotność zażywania została potwierdzona naukowo. Całą resztę Mądra Mama zapewni swojemu potomstwu mądrą dietą. Przede wszystkim wsłuchujmy się w swoje ciało, analizujmy sygnały, które nam wysyła. Większość zachcianek ciążowych nie bierze się znikąd. Zaświtała Ci po drodze myśl, dlaczego sztandarową zachcianką ciężarnych jest śledzik? Organizm potrzebuje DHA! Kapusta kiszona, ogórki kiszone? Bogaaaaaate źródło witaminy C (niezbędna do metabolizmu kwasu foliowego) oraz bakterii probiotycznych (oprócz zwiększania odporności na choroby i ogromnej listy innych dobrotliwych działań, syntetyzują witaminy). I tak dalej, i tak dalej... Jedzmy zdrowo, jedzmy mądrze, a w naszym brzuchu wypączkuje zdrowe, dorodne dziecię. Na co ja i mój synek jesteśmy dowodem! W okresie ciąży jedynymi suplementami, jakie przyjmowałam, był kwas foliowy i kwasy DHA z alg. Reszta to zróżnicowana dieta bardzo bogata przede wszystkim w rozmaite warzywa i owoce. Synek urodził się w 39. tygodniu ciąży, ważył 3900g, po zetknięciu się z tym światem krzyczał ile sił w płuckach, nie miał nasilonej żółtaczki fizjologicznej, rozwija się znakomicie, ma 5 miesięcy i skosztował nawet pomarańcze, bez żadnej reakcji uczuleniowej.

Bo Mądra Mama to zdrowe i szczęśliwe dziecko :)



piątek, 9 stycznia 2015

Rumień zakaźny - Parvovirus B19

Rumień zakaźny to tzw. "Piąta choroba". Powodowana jest przez wirusa (Parvovirus B19).

Jest chorobą WYSOCE zakaźną, czyli 'przeskakuje' z człowieka na człowieka (najczęściej z dziecka na dziecko) jak wszy w szkole podstawowej. Przedszkola i szkoły właśnie są najczęściej ogniskami zakażenia. Dla dzieci nie jest ona niebezpieczna - lekarze nie zalecają nawet izolacji w domu. Jeden lekarz nawet mi powiedział, że dziecko MA chodzić do szkoły, żeby zarażać inne dzieci, aby nabrały odporności - dla nich to może i fajnie, bo na przyszłość unikną problemów i stresu. Szczególnie dziewczynki. Bo dla ciąży Parvovirus B19 niesie śmiertelne zagrożenie. Ogólnie ta jednostka chorobowa jest bagatelizowana przez lekarzy internistów oraz ginekologów. Wynika to z ich niewiedzy.

Sama, będąc w ciąży, miałam nieprzyjemność kontaktu z chorym dzieckiem, zanim jeszcze wystąpiły u niego objawy choroby (jak nazwa wskazuje - rumień, zwykle w pierwszej kolejności pojawiający się na polikach, a następnie w różnych miejscach na ciele; ponadto może wystąpić niewysoka gorączka i ogólne uczucie rozbicia). Kiedy tylko dowiedziałam się o tym zdarzeniu, natychmiast przejrzałam internet, a że napotkałam sprzeczne informacje, popędziłam na wizytę do lekarza internisty. Sympatyczna pani doktor niby mnie uspokajała, jednak nie kryła swojej niepewności. Wysłała mnie więc do ginekologa. Tam kolejny raz przemiła pani doktor mnie uspokajała, że mało prawdopodobnym było moje zarażenie, zbadała tętno płodu i powiedziała, że minął już przecież etap organogenezy mojego potomka w I trymestrze ciąży, więc jesteśmy bezpieczni. I znów na dowód swojej pewności skierowała mnie na konsultację do szpitala zakaźnego. Na myśl o liście niebezpiecznych chorób, jakie mogłabym tam przy okazji złapać, postanowiłam skonsultować się ze specjalistą chorób zakaźnych. I informacje od niego traktuję jako wiążące. Oto, co się dowiedziałam na temat rumienia zakaźnego, wbrew większości informacji, które sprzedaje nasz pan i władca - Wujek Google:

MIT: kiedy dziecko ma wsypkę - już nie zaraża.
FAKT: zarażeniu można ulec na 7-10 dni PRZED wystąpieniem objawów ORAZ przez 7-10 dni W TRAKCIE występowania wysypki.

MIT: tak, jak wszystkie choroby (głównie różyczka), rumień zakaźny jest niebezpieczny w I trymestrze ciąży, kiedy kształtują się narządy płodu, po tym czasie płód jest już bezpieczny.
FAKT: wirus ten szkodliwy wpływ wywiera na JUŻ UKSZTAŁTOWANY organizm dojrzewającego płodu, czyli po I trymestrze. Powoduje jego skrajną niedokrwistość i obrzęk, co prowadzi do jego obumarcia.

Dlaczego według mnie tak ważne jest wykonanie badań w kierunku rumienia zakaźnego przed zajściem w ciążę, bądź na samym jej początku?
Aby uniknąć tego koszmaru, który przeszłam ja i mój mąż, oczekując 3 tygodnie na wynik.

Jakie badanie powinnyśmy wykonać? Badanie miana przeciwciał IgG i IgM przeciwko Parvovirusowi B19.
Jakie wyniki możemy otrzymać:

IgG dodatnie (powyżej określonej wartości, wartości referencyjnej podane przez laboratorium) - jest to najbezpieczniejsza i najbardziej zadowalająca opcja. Oznacza, że mamy przeciwciała (odporność) przeciwko temu wirusowi, nabyte poprzez wcześniejszy kontakt z B19. Infekcja mogła przejść bezobjawowo. W przypadku późniejszego kontaktu z chorym nie musimy się obawiać i wykonywać dodatkowych badań.

IgG ujemne - to jest opcja mniej optymistyczna, oznacza, że nie mamy linii obrony (odporności) przeciwko B19. W przypadku kontaktu z chorym w trakcie ciąży, niezwłocznie należy wykonać badanie miana p/c IgM przeciwko Parvowirusowi B19 (czyli sprawdzić, czy się zaraziłyśmy).

IgM ujemne - oznacza, że nie zaraziłyśmy się (jeszcze). No właśnie, to 'jeszcze' oznacza, że po 7 dniach należy powtórzyć badanie IgM. Jeśli po tym czasie nadal jest poniżej wartości referencyjnej, możemy odetchnąć z ulgą.

IgM dodatnie - opcja najmniej optymistyczna. Oznacza trwające zakażenie. Co teraz? Przede wszystkim nie panikować. Nadal pozostają dwie opcje - mimo że matka zachorowała, wirus wcale nie musi zakazić płodu. I z tego powodu przez kolejne 10 tygodni, raz na tydzień wykonywać należy badanie USG w celu obserwacji, czy u płodu nie występuje obrzęk spowodowany ciężką niedokrwistością. Jeśli wystąpi, pozostaje ratunek - przetoczenie krwi płodu.


A co zrobić, jeśli jesteśmy już w dość zaawansowanej ciąży, nigdy nie badałyśmy się w kierunku B19, a miałyśmy kontakt z chorym? Czym prędzej szukamy laboratorium, które takie badanie wykonuje (na pewno wykonuje je laboratorium 'Diagnostyka' oraz 'Alab', cena w okolicach 150zł za oba p/c). Tam w kilka sekund zostanie pobrana do badania krew i pozostaje czekać na wynik. Badanie wykonujemy dwa razy:

I. p/c IgG i IgM
 
II. p/c IgM (po 7 dniach od pierwszego)

Na wynik badania czeka się niestety długo, bo nawet 14 dni. A że istotna jest szybka reakcja, każda chwila się liczy. Podczas czekania na wynik pierwszego badania, po 7 dniach wykonujemy więc dodatkowe badanie IgM, na wypadek, gdyby wynik IgG okazał się ujemny (czyli oznaczałby, że nie mamy odporności). Te 7 dni jest krytycznym czasem, w którym mogła rozwinąć się infekcja. Jeśli zarówno pierwszy, jak i drugi wynik jest ujemny, ocieramy pot z czoła, bo do zakażenia nie doszło.

Podsumowując, w przypadku kontaktu z chorym, u ciężarnej może wystąpić siedem opcji:
1. matka zdrowa - płód zdrowy
2. matka bez objawów, zakażona - płód zdrowy
3. matka bez objawów, zakażona - płód bez objawów, zakażony
4. matka bez objawów, zakażona - płód chory
5. matka chora - płód zdrowy
6. matka chora - płód zakażony, bez objawów
7. matka chora - płód chory