poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Dlaczego nie warto karmić niemowląt gotowymi daniami ze słoiczka

Większość świeżo upieczonych mam staje przed dylematem - kupować, czy gotować?

Pojawia się w głowie podstawowe pytanie - czy, jeśli będę karmić moje dziecko kupnymi daniami w słoiczkach, będę wyrodną matką?


Zwolenniczki gotowych posiłków swój wybór argumentują następująco: kupując warzywa, kupuję kota w worku - nie wiem, skąd pochodzą, czym były nawożone, czy były pryskane; kupując słoiczki mam pewność, że wszystkie produkty używane do produkcji obiadków, są najlepszej jakości.

Czy naprawdę jesteśmy tak naiwne aby wierzyć, że każda marchewka, ziemniaczek, jabłko itp. są oglądane ze wszystkich stron, zanim trafią do słoika? Że do mycia warzyw i owoców nie są używane środki chemiczne? Że te same płody rolne rosną w puszczy, z daleka od dróg, nie narażone na wchłanianie spalin? Że nie są opryskiwane? Że nie są nawożone preparatami przyspieszającymi wzrost i jednocześnie nie pozwalającymi na ich naturalne nasycanie witaminami i minerałami? Naprawdę?

Prawda jest smutna, niestety. Czy ktoś miał to szczęście samemu zbierać plony z przydomowego ogródka? Ja miałam. I jak wyglądają takie warzywa i owoce, które nie były opryskiwane, które były nawożone jedynie obornikiem? Po pierwsze - mają naturalny kolor, intensywny ZAPACH, są ponadgryzane przez ślimaki w ziemi, są zamieszkiwane przez robaczki penetrujące marchewkę, pomidory są ogromne, niemal bordowe, ociekające aromatycznym sokiem, a ich skórka ma na sobie sporo znamion. W produkcji masowej dziś już rolnicy nie pozwalają sobie na brak oprysków, bo połowa plonów poszłaby do odrzutu. A i sztuczne nawozy znacznie przyspieszają wzrost roślin, które przez to są pozbawione walorów smakowych i przede wszystkim odżywczych. I te właśnie plony trafiają do słoiczków.

Ale to tylko kilka argumentów natury 'moralnej'.

Teraz podejdźmy do tematu bardziej egoistycznie. Skalkulujmy.

Etykiety są po to, by je czytać. Jestem świadomą osobą, świadomą matką. Czytam więc. Skład przykładowego dania:

marchew (37%)
przecier pomidorowy (33,6%)
pietruszka
mięso z indyka (11%)
skrobia kukurydziana
woda (użyta do przyrządzenia)
olej rzepakowy niskoerukowy
pietruszka - natka (0,2%)
(Warzywa ogółem 82,8%)

I innego:
Marchewka (26%),  przecier pomidorowy (18,7%) ziemniaki (18%), kleik ryżowy (9,9%), mięso z indyka (9,5%), woda, por (2,6%), seler, olej rzepakowy, pietruszka.

A teraz wyobraźmy sobie smak takiego dania. Mdły i nijaki, prawda? Prawda. Dlaczego nasze dziecko od maleńkości ma się uczyć, że jedzenie tak smakuje? Że jest mdlące i po prostu niesmaczne?

Do przyrządzania posiłków dla dzieci nie wolno dodawać soli, bo sól jest zła. To wiemy. Ale zioła są dobre. Dlaczego więc producenci gotowych dań nie dodają do nich bogatego bukietu warzyw (podstawowym warzywem jest marchew, która posiada właściwości absorpcji i kumulowania szkodliwych metali ciężkich i innych związków z gleby), dlaczego nie dodają świeżych pomidorów, lubczyku, bazylii, czosnku i wielu innych dobrych, wzbogacających smak ziół? Dlaczego dodają olej z rzepaku (prawie w 100% już modyfikowanego genetycznie, jak kukurydza), zamiast oleju lnianego, który posiada ogromne ilości kwasów DHA, porównywalne z ich zawartością w rybach?

Coraz powszechniej mówi się, że nawyki żywieniowe wpojone dzieciom od samego początku ich przygody z rozszerzaniem diety, przekładają się na ich nawyki żywieniowe w dalszym życiu. Ucząc dzieci, że jedzenie warzyw jest 'ble', przez karmienie ich nijakimi potrawkami ze słoiczka, budujemy ich niechęć do racjonalnego odżywiania w przyszłości. Dziecko dostaje bezsmakowe danie gotowe, po czym na stół wjeżdża 'pyszny i zdrowy danonek', który ma w sobie niemal tyle smakowitego cukru, co sam waży (czytając etykietę: ilość cukru w 100g produktu - 12,8g, łyżeczka cukru waży 5g, jeden danonek ma 90g, czyli w maleńkim pudełeczku znajdziemy ponad 2 łyżeczki cukru; a cukier jest nie byle jaki - syrop glukozowo-fruktozowy!), potem ciasteczka i biszkopciki dla dzieci, również ze składem tak bogatym, że mieści się drobnym druczkiem, znów z magicznym syropem glukozowo-fruktozowym, potem zdrowe i smaczne paróweczki dla dzieci. Czujecie kontrast?

bezsmakowy warzywny obiadek ze słoiczka - przepełniony smakiem cukru danonek - biszkoptowociasteczkowe słodkości - smakowite paróweczki

Co wybierze dziecko?

Bądźmy mądrzejsze. Przygotowując dzieciom bogaty w smaku posiłek warzywny przygotowujemy sobie fundamenty na przyszłość. Dziecko zje nawet szpinak, jeśli przyrządzimy go tak, że będzie i nam smakował (z czosnkiem, tymiankiem, jajkiem). Z chęcią pochłonie zupkę pomidorową, jeśli zrobimy ją na bogatym bulionie warzywnym, ze świeżego pomidorka podduszonego na 82% maśle z czosnkiem, z dodatkiem ryżu, świeżą natką pietruszki i bazylią. A może gotowana z porem kalarepka, zblendowana z bułeczką tartą delikatnie zrumienioną na maśle? Ślinka cieknie? Dziecku również. Jeśli od pierwszych posiłków będzie jadło smacznie, to i kilkulatek zje bogaty posiłek.

Zamieńmy danonki na rozgniecionego banana z jogurtem naturalnym, przyrządźmy w 3 minuty kisiel na podgotowanych owockach, budyń, upieczmy paluszki chlebowe, czy własny biszkopt. To naprawdę nie zajmie nam dużo czasu. W porównaniu z nerwami, których sobie zaoszczędzimy w przyszłości...  W kolejnych postach będą przepisy. Wypróbowane. Posmakowane. Szybkie, zdrowe i wartościowe.

Gotujmy!


2 komentarze:

  1. Juz nie mogę doczekać się przepisów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja gotuję już odkąd mały skończył 5 miesięcy czyli już 6 miechów :) i zdrowo dobrze wygląda

    OdpowiedzUsuń